| |
The Valley of Oblivion The Soundrops official forum |
 |
The Soundrops - The Best Odd The Soundrops
Lodge - 2020-10-21, 22:28 Temat postu: The Best Odd The Soundrops
w zeszłym miesiącu oddaliśmy na streamingi nową składankę Soundrops
pomysł był taki, żeby wszystkie utwory były w miarę możliwości w wersjach alternatywnych lub choćby podrasowanych dźwiękowo
na naszej stronie na Fejsie piszę szczegółowo o postrzególnych numerach, może i tu kogoś zainteresooja
https://www.deezer.com/us/album/177018552
Lodge - 2020-10-21, 22:31
The Best Odd Soundrops 1/22 - The Choice
Gero - śpiew, gitara Cort (2006), gitara Furch (2014), sample melotronu, produkcja (2014, 2020)
Morelka - śpiew
Sebastian Witkowski - realizacja + produkcja (2006)
Paweł - produkcja (2020)
Zwrotkę tego dość zgrabnego utworu wymyśliłem pod koniec sierpnia 1993, trochę jako obrona przed dwoma bardzo złymi wiadomościami, które mocno ukłuły w jeszcze niezbyt lotne 17-letnie serce; gdzieś w listopadzie dostawiłem do tego refren. W tamtym czasie byłem pochłonięty pisaniem materiału na DWUPŁYTOWY (tzn. dwukasetowy) album "Calling the Past" i nie zwróciłem większej uwagi na ten akurat numer, będący w moim pojęciu gdzieś w środku stawki tracklisty na wspomniane wydawnictwo. Ale już wtedy, czyli w trzeciej klasie, i Adam, i Paweł wypowiadali się o nim zaskakująco ciepło.
Z perspektywy 27 lat (cooo???) widzę co jest w nim zgrabnego: zwrotka jest dość konserwatywna harmonicznie, oparta na dziesiątkach podobnych "schodzacych" progresji, ale jednak nie do końca szablonowa; natomiast refren pełen jest nieprzystających do siebie akordów i wtrąconych sekst i septym, ale też nie jest w tym bardzo manierystyczny - a połączenie jednego i drugiego zrobiło z niego - mam nadzieję - "a minor classic".
To o melodii - pierwszy tekst był, no cóż podobny do innych z okresu liceum, puchaty i pustawy, taki tam wypluw nieskoordynowanych emocji o posmaku werteroskim 😉 W kulminacyjnym momencie stało: "and now you know/you will not fall", co było oczywistym zaklinaniem rzeczywistości bez zanurzenia właśnie w niej.
Na pierwszym roku studiów, gdy już co nieco więcej wiedziałem nt. języka angielskiego, mocno przerobiłem oryginalny tekst i poszedł on w kierunku rozważania o stałości uczuć opartej na wyborze/decyzji. Zawsze podkreślał ten aspekt Paweł, ja jakoś zawsze byłem bardziej hm "intuicyjny", na swoją własną zresztą niekorzyść, żeby nie powiedzieć: zgubę.
No i taki się zrobił ten numer - niby mój, ale jednak nie o mnie... Takie samo było też jego nagranie w studiu SP w Warszawie, w roku 2006 (znowu dziękuję wszystkim darczyńcom, którzy zrobili mi wielki prezent na długo zanim modne stały się różnorakie fandrejzingi). Gdy weszły chórki Morelki w drugiej zwrotce stało się jasne, że to one są głównym walorem tego całkiem fajnego numeru (pamiętam jak producent Sebastian kazał jej poskakać przed nagraniem, bo w pierwszym tejku było nieczysto, opłaciło się!) Pamiętam też moment jak wtrąciłem mylnie jeden dźwięk (po pierwszym "who do you look for...") i potem zażądałem jego wymazania, na co Sebastian i Morelka żywo zareagowali, że nie, jest świetny i myśleliśmy, że tak miało być. Rzeczywiście, całkiem zwinna noota...
Jak już wielokrotnie wspominałem, tam na miejscu nie słyszałem, że gitara nie stroi. Na Poddaszu dodałem strojącą gitarę i sample melotronu... Wciąż mnie mierzi ta pierwsza zwrotka... Podczas obrabiania tego na niniejszy album poddałem nawet, żeby wywalić ją w cholerę no ale jak... Paweł postukał się metaforycznie w czoło... Próbowaliśmy zbić niestroje efektem tremolo, stąd wrażenie pewnego rodzaju sonicznej szklanki, jeśli by się bardziej wsłuchać... No nic... jest jak jest.
Może to nie jest najlepszy pomysł żeby zaczynać Best Of od niestrojącej gitary... Ale druga część tego utworu z nawiązką rekompensuje tę ujmę z początku. No i takie coś dobrze podsumowuje całość repertuaru The Soundrops, który zawsze w jakiś sposób dotykał spraw prześwietlania ciemności, wyciągania się w górę z porażek i niepowodzeń, no i szukania nadziei - matki mądrych. Mniejsza z tym, gdy wchodzą chórki Morelki, cały numer przemieszcza się w jakąś inną rzeczywistość, prawie jak z klasycznych utworów Moody Blues, które jak wiemy opowiadają o Królestwie Niebieskim.
Czuję, że może być tak że jak ktoś przetrzyma tę nieszczęsną pierwszą zwrotkę, być może zostanie z nami na zawsze.
Wiadomo, że dużo numerów Soundrops jest na hm jedną nutę, ale ten jest mocno inny - a nie zapowiadao się!
Miłego odsłuchu!
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ...
The Choice (mix z Best Odd) na YT:
https://www.youtube.com/watch?v=dr2USRaSDTI
Lodge - 2020-10-21, 22:35
The Best Odd Soundrops 2/22 - One More Time Up
Gero - śpiew, gitary, bas, instr. perkusyjne, czajnik
Morelka - śpiew
Paweł - śpiew
Moim pierwszym zespołem była istniejąca na poły w rzeczywistości, na poły w imaginacji formacja The Bagers, dla której wymyślałem regularne piosenki z "norweskimi" tekstami. Ten tutaj słoneczny numer kojarzy mi się ze strychem w Swa, na którym ukrywałem przed Siorą mój pierwszy instrument: chciałoby się rzec melotron, a to była aż odziedziczona po Dziadku Stachu - ponoć utalentowanym multiinstrumentaliście - mandolina. Jakieś półtora roku zabrało mi doszczętne zniszczenie tego cennego instrumentu, ale zdecydowanie spełnił on swoje zadanie, pomagając przyzwyczaić palce do różnych rowków na gryfie i wymyślić parę melodii, takich jak ta.
Przez długie lata w ogóle nie przyjmowałem tej piosenki do wiadomości, bo jest strasznie uboga harmonicznie (właściwie przez cały czas dzieje się tylko jeden akord, dlatego po latach dodałem solo w innej tonacji). Ale kiedyś - dla żartu - śpiewałem Witkowi kilka z tych może czterdziestu utworów z podstawówki, które zapamiętałem (począwszy od Long Long Time Ago z piątej klasy) i WItek zwrócił uwagę, że one są bardzo świeże pod względem melodii. No i rzeczywiście - ten tutaj (też chyba z piątej klasy) ma dość rozbudowaną falowaną melodię w zwrotce , całkiem niegłupią.
W "oficjalnej dyskografii" zespołu The Bagers ten utwór nosił - wilka razy kilka - tytuł (lub raczej jatuł) "One More Time An". To akurat łatwo mi wytłumaczyć - pamiętają Państwo ten utwór Beatlesów You Can't Do That i frazę "Do I have to tell you ONE MORE TIME I think it's a sin?"? Oh yeah!
Gdy w roku 2012 zabieraliśmy się za album "August" ten numer się nawinął, no i był kłopot co zrobić z tym "An" w tytule. Była pokusa by zamienić to na "Ann", ale w końcu ustaliło się "Up". Jak na jednowersowy refren chyba całkiem zgrabne. Może oznaczać decyzję o wstaniu z łóżka rano. Może też - (tego nie wstawiłem na Fejsa) - oznaczać jedyną w dyskografii Soundrops wstawkę natury seksualnej, ale zaręczam, że było to niespecjalnie.
Nowoczesna wersja jakoś sama się zrobiła, nie ma co o tym gadać. Siora wgrałana wierzch fajne chórki, a w zeszłym miesiącu dograł się jeszcze Paweł i gwiżdzący w tonacji E czajnik, którego musiałem tylko nieznacznie dostroić.
Gdzieś na YT jest też całkiem dorzeczna wersja live.
Przy przejściu do solówki zostawiłem w jednym miejscu "one more time an" (a może nawet "Ann"?), na pamiątkę starych dobrych czasów na strychu, gdzie jakoś udawało się złapać chwilę w garść.
Miłego odsłuchu!
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ..
One More Time Up (the Odd mix):
https://www.youtube.com/watch?v=e_F6k-UmsYo
Lodge - 2020-10-21, 22:36
The Best Odd Soundrops 3/22 - Long Summer Days
Gero - śpiew, trzy gitary basowe i jedna elektryczna (może miejscami dwie)
Zespół Moody Blues ma całkiem zgrabny i całkiem nieznany numer Long Summer Days. Gdy pisałem swój, jeszcze nie zauważyłem, że akronim tytułu układa się w litery LSD. O ile wiem, nikt o to Haywarda nie spytał. O ile wiem, i mnie nikt o to nie spytał, ale na wszelki wypadek odpowiem, że ten - jak i jakikolwiek inny numer Soundrops - nie ma nic wspólnego z narkotykamy.
Najpierw był tekst, napisany - i owszem - pod koniec LATA 2011. Mimo, że był to raczej ten z rodzaju wypluwu emocji niż jakiegoś wielkiego pomyślunku, wypadło całkiem zgrabnie. Pierwsza zwrotka jest o radości oczu, krajobraz reprezentowany jest tu przez to co zwykle czyli pola i pociągi (wers "train slowly train" to parafraza tytułu jednej piosenki Tima Buckleya). Druga zwrotka jest o radości serca, nie wiem dlaczego tak, ale reprezentowana jest ona przez Rebekę Hall i Dżesikę Albę, tzn. wiem dlaczego akurat te dwie, ale skąd ten pomysł? Fajne. Trzecia zwrotka traktuje o radości ducha, i to niezbyt spodziewanej. Wszystko to układa się w niezbyt charakterystyczną caość, pełną ognia i nadziei, choć niewybuchowej.
Jeszcze bardziej niespodziewana jest warstwa muzyczna. To bodajże jedyny znańszy numer Soundrops, w którym nie ma ani harmonii wokalnych, ani ani kropli gitary akustycznej 😉 A jednak nie jest to jakieś kuriozum, czyż nie? Pomysł na to wpadł gdy męczyłem się z o wiele gorszym numerem Forever Clouds i dla wytchnienia zacząłem sobie pykać na basie - minęła może godzina i wszystko już było gotowe, utwór i nagranie. Ale mimo że tak szybko poszło, dzięki tym trzem basom jest słuszne wrażenie jakiejś głębi, mam nadzieję.
Na Forum zespołu Armia, w głosowaniu na najlepszy numer Soundrops wygrał właśnie ten. Nie jestem wielce zdziwiony.
Był dość fajny "teledysk" z kuchni na Poddaszu, ale w tej wersji Augustowej było mi paradoksalnie coś za mało niskich częstotliwści, więc potem zrobiłem bardziej huczący mastering.
Miłego odsłuchu!
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ..
Long Summer Days (Odd Version):
https://www.youtube.com/watch?v=jMUOztMFxcA
Lodge - 2020-10-23, 00:16
The Best Odd The Soundrops 4/22 - The Larch
2006: Gero - śpiew, gitara; Morelka - śpiew, djembe
2020: Gero - śpiew, gitara, bas, perkusjonalia, flet
produkcja: Sebastian Witkowski (2006) i Gero (2020)
Bardzo bardzo ważny numer, z którym wiąże się dużo, dużo opowieści...
Piosenka powstała w drugim półroczu trzeciej klasy liceum, mam nawet oryginał tekstu z datą 10 III 94, co samo w sobie jest nostalgiczne, bo od czasów studiów zapisuję takie rzeczy tak: 10/03/94.
Tekst na pewno zainspirowany był trzecim odcinkiem Monty Pythona (dla mnie pierwszym), który był wtedy nadawany w telewizji poniedziałki po Teleexpressie. Wszyscy Triangelsi byliśmy Pythonami zachwyceni z nutką rozczarowania, że nasze "sucharowe"poczucie humoru okazało się jednak wtórne. Od razu miałem bardzo klarowny pomysł na piosenkę, która miała być o modrzewiu, który uparł się i nie zrzucił igieł na zimę na ziemię.
Muzyka przyszła i przeszła jakoś bez historii tak, że nawet nie zauważyłem, że to utwór z tej lepszej półki niż większość pozostałych. Rok szkolny 1993/94 był moim apogeum twórczym, napisałem wtedy dwa "solowe" albumy - dwukasetowy Calling the Past i jednokasetowy The Larch; wszystko w celu odzyskania mojej pierwszej dziewczyny - i od tych wszystkich piosenek dostałem lekkiego zawirowania w głowie. Ale na szczęście byli koledzy z zespołu. Mam mgliste wspomnienie odegrania im - osobno - tego numeru na przerwie i i Paweł, i Adam zgodnie choć nie równocześnie powiedzieli coś, że "dobrze podsumowuje twój styl". O, fajnie.
W czerwcu graliśmy nasz pierwszy ważny występ poza szkołą, na jakimś przeglądzie młodych talentów w Eskulapie. Koncert miał być w poniedziałek, a na sobotnią próbę jechałem ukłądając sobie w tramwaju aranżację tego utworu na trzy głosy i nasze trzy liche instrumenty. Ta ryzykowna szarża (mogliśmy przecież odbębnić to co zawsze) przyniosła bardzo miłe rezultaty, od tamtego koncertu utwór wszedł do naszego tzw. żelaznego repertuaru. Na jednym występie w 1997 nie był uwzględniony w setliście, ale jakoś się narzucił w rozwoju wydarzeń i zagraliśmy go bezbłędnie bez próby. Dopiero kilka lat później zauaważyłem, że refren w dużej mierze yyy odgapiłem od Moody Blues 🙂
Dużo było nagrań tego numeru, zarówno Triangelsowych, jak i Soundropsowych. Gdy nagrywaliśmy w studiu SP, oczywiście sam się narzucił, ale wyszedł jakoś mało zielono - Sebastian męczył się z tym numerem najbardziej ze wszystkich, a gdy potem Boskey powiedział, że [ten album] "nie brzmi jak Soundrops", pomyślałem, że dużo w tym racji, zwłaszcza w odniesieniu do własnie tego numeru.
Na YT są od dawna dwie wersje - jedna credited to Soundrops, w której "teledysku" wygłupiamy się z Pawłem na Cytadeli i druga credited to Round Triangle, w której teledysku wygłupiamy się z Witkiem i Crazy'm w Tatrach Zachodnich. Obie są zacne, ale pomyślałem, żeby do niniejszej składanki jednak zrobić coś z wersją 2006. I choć bardzo często manipuluję przy starych wersjach dogrywajac do nich to i owo, tym razem, gdy dogrywałem nowe chórki do starych wokali, miałem wrażenie mocnej schizofrenii. Ale szybko minęło. Osiągnęło się coś chaotycznego i dzikiego, oczywiście gitary z 2006 nie stroją, ale o dziwo ta nowa wersja jakoś najbardziej oddaje młodzieńczo steranego ducha-ha-ha liceum. A pamiętam go bardzo dobrze, więc wiem co movie.
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ..
The Larch (Odd Version):
https://www.youtube.com/watch?v=4bP9Upf4USQ
Lodge - 2020-10-24, 15:06
The Best Odd Soundrops 5/22 - Burn the Dark
Główny motyw powstał jeszcze w roku 1992, w tych pięknych czasach, kiedy jeszcze przynosiło się gitary do szkoły i grało do bólu na przerwach. Wymyśliliśmy go z Pawłem na parapecie w korytarzu przed naszą magiczną salą 122. I tak przez parę lat niezobowiązująco go sobie pykaliśmy, wśród innych pomysłów, które nigdy nie rozwinęły się w pełnoprawne piosenki typu "Sielanka" czy "Góralska". Niniejszy numer miał wtedy nazwę "S.L.U.M.S", która ukrywała m.in. nazwę bardzo dalekiego miasta, w którym znajdowały się pewne bardzo bliskie osoby i inne takie.
Pod koniec najdłuższych wakacji w życiu, czyli między maturą a początkiem studiów, jakoś bezboleśnie dokleiłem do tego naszego tematu całą dość pokaźną piosenkę. Jest to jeden z naszych najbardziej "rockowych" pod względem formalnym utworów , niepozbawiony rozwiązań szablonowych, ale z kilkoma bardzo triangelsowymi pod względem harmonicznym wstawkami (głównie w cichszym interludium).
Muszę trochę opowiedzieć o tekście, bo był on pierwszym z mojej - ciągnącej się potem przez parę pierwszych lat studiów - "fazy religijnej". Właśnie "religijnej", niestety, jeszcze nie "duchowej" ... Jeszcze więcej tu rozwiązań szablonowych niż w warstwie muzycznej: "try to see a miracle in each trembling leaf" - jakie to banalne, "try to praise the Lord with every trembling breath" - jakie to na wyrost... No i jeszcze te tanie morały w refrenie, przykazania rodem z Harlequina, "tell the one you love you love"...
Jeśli jednak zdecydowaliśmy się umieścić ten utwór na naszej bądź co bądź flagowej internetowej skła (let's) dance, to jednak uznaliśmy chyba, że całość jakoś broni się czystością neofickich intencji. Po latach najbardziej wzrusza mnie linijka "all you need is faith and hope and love" desperacko próbująca połączyć "duchowosć" beatlesowską z katolicką 🙂 Pamiętam jak pierwszy raz grałem to Pawłowi, w pustej sali naszej byłej już szkoły (przyszliśmy juz jako studenci w odwiedziny we wrześniu czy czymś, bo miałem tam szemrane interesy...) - zapytał z całą powagą czy ta ostatnia zwrotka jest na serio.
W okresie studiów graliśmy to z Triangelsami na sposób bardzo rockowy, z przesterowanymi gitarami w podkładzie, z Soundropsami zresztą też, jak pokazuje niejedna wersja z YT. Absolutnie nie przekładało się to jednak na warunki amatoskiego nagrywania domowego, musieliśmy więc nieco spuścić z hard-rockowego tonu. Oczywiście nie brzmi to tak jak powinło, ale...
No właśnie, tyle tu napisałem krytycznych rzeczy, ale nie da się ukryć, że jest w tym numerze coś - mam taką nadzieję - zaraźliwie ujmującego...
skład:
Gero - śpiew, gitary elektryczne i akustyczne, perkusjonalia, sample melotronu udające wiolonczelę
Paweł - śpiew, gitary akustyczne
(chyba nie wgraliśmy basu, błąd, ale i tak to trzeba będzie nagrać kiedyś lepiej)
(właśnie, były wersje koncertowe tego numeru i The Larch z wiolonczelą w podstawie, brzmiało to cudownie - może jeszcze w tym świecie, a może w następnym będziemy mieli (znowu) wiolonczelist(k)ę w składzie, Magda dyskretnie dokładała do naszej muzyki nowe królestwa)
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ..
Burn the Dark (Odd Version):
https://www.youtube.com/watch?v=Z5jgZQ_gEjc
Lodge - 2020-10-29, 00:23
The Best Odd Soundrops 6/22 - Into
Jeśli któryś numer mógłbym nazwać "objawieniem" (dla mnie) niniejszej składanki, to byłby ten. Wiedziałem, że chcę go umieścić, bo kiedyś przez w sumie przypadek zrobiłem wersję alternatywną tej piosenki (dogrywając dodatkowy wokal i klawisze), ale nie spodziewałem się, że tak dobrze przegryzie mi się ze starszymi numerami.
Piosenka "Into" pochodzi z albumu pt. Love Love 2. Nie jest to najlepszy album The Soundrops - piosenki bywają drętwe i jękliwe - ale być może dla mnie najważniejszy. Zanim powstał, zdołałem się przez włąsna głupotę doprowadzić wręcz do szaleństwa na mieliznach na pograniczu rzeczywistości duchowych i uczuciowych, pamiętam taki wrześniowy weekend, który... Na szczszczęście wpadł mi wtedy do głowy pomysł na nagranie drugiego albumu w tym samym roku i po kilku tygodniach płyta się "ukazała" a ja właściwie wyzdrowiałem. Zostało mi z tego okresu mocne przekonanie, że z każdym cierpieniem można i należy wziąć się za bary aż do jego przekroczenia. Bo wcześniej właściwie uciekałem. Piosenka "Into" mówi o tym w sposób w miarę klarowny: worries into prayer/weakness into strength/teardrops into wine/suffering into love... A więc nie ucieczka, albo zostawienie spraw samym sobie, ale przemiana. W praktyce sprowadzało się to czasem do tego, żeby - przywołując metaforycznie "Afonię i pszczoły"- zamaszerować smutek aż przeszedł. Albo w inny sposób. Prymitywne, ale najważniejsze, że skuteczne.
Ledwo z tego wyszedłem, a tu okazało się, że to tylko przygrywka do wydarzeń roku 2020... No i znowu ta sama procedura na uciski wewnętrzne i zewnętrzne, choć tym razem ciężar na piersi przechodzi (żeby nie powiedzieć "odmaszerowuje") dużo trudniej. Innego wyjścia jednak nie ma. Życie po czterdziestce nie jest fajne, choć może być bardzo piękne, jak sądzę. No to jedziemy: worries into prayer...
Bardzo się cieszę, że udało się ten utwór zwieńczyć pasażem instrumentalnym jakby wziętym z liceum, co stawia piosenkę Into w ciekawej kontrze do tamtych Larczów i innych. Wtedy bym to pewnie odrzucił jako sztampowe, teraz zabrzmiało jak przeszłość wycyzelowana do rozmiarów jakiegoś pomnika (oby nie nagrobku hehe). Gdy wróciłem z wyjazdu z Witkiem i Crazy'm w Tatry w zeszłym roku, potrzebowałem jakiegoś fajnego numeru do ilustracji Witkowych zdjęć, no i podejrzenie padło na ten numer. Dograłem do niego organy z pożyczonego przez Pawła syntezatora i ta coda zabrzmiała pełniej, jak jakaś nagroda za stanięcie do walki.
Gero - gitara i śpiew (2017), harmonia wokalna, shaker, syntezator i sample melotronu (2019)
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ
Into (Odd Version):
https://www.youtube.com/watch?v=H87i2N0tUms
Crazy - 2020-10-29, 17:52
Ojej dawno mnie nie było a tu takie!
Super, będę słuchał!
Lodge - 2020-10-30, 00:23
zrób na końcu listę z tych wszystkich dwudziestu dwu
_____
The Best Odd Soundrops 7/22 - The Seat of Seeing
Kolejny utwór ze wspomnianego ostatnio albumu "Love Love 2", opisujący ten moment wychodzenia z choroby, gdy patrzy się na świat nowymi oczyma i widzi się więcej. Niestety dobrze zapowiadający się temat ugrzązł w fatalnym tekście, pełnym mentorskich wtrętów w zwrotkach i pięknoduchowstwa w refrenach plus jeszcze to "subliminalne" epatowanie imieniem Adresatki... Proszę jednak wybaczyć 41-letniemu młodzieńcowi targanemu niezdrowymi porywami i pozwolić wytłumaczyć trzy lata później o co mniej więcej chodziło 🙂
Gdy siedzieliśmy nad ostateczną wersją składanki The Best Odd the Soundrops i nieskładnie opowiadałem Pawłowi o tym numerze, ów zapytał raczej ujmująco czy chodzi tu o jakieś doświadczenie mistyczne. Nie, nigdy takowych nie miałem, co najwyżej - jak każdy jak sądzę nadwrażliwy człek - zwyczajne światowe zachwycenia, jak u Joyce'a, świeckie epifanie natury psychologicznej a nie duchowej, pojawiające się zazwyczaj przy wychodzeniu z jakichś większych napięć. Takie coś pojawiło się u podstawy piosenki The Seat of Seeing, o dziwo bez związku jak to zwykle bywało z jakąś tajemniczą górską czy leśną krainą, tylko ot tak - wyostrzenie wewnętrznych kontrolek i rozszerzenie perspektywy widzenia spraw, nic wielkiego, małe postąpienie w dojrzałości.
Cenię album "Love Love 2" za dwie sprawy. Po pierwsze uporządkował trochę moje podejście do kwestii cierpienia. To paradoksalne - niby mam życie usłane różami, siedzę sobie na Poddaszu, nagrywam nowe piosenki i kupuje nowe płyty, a tak naprawdę od zawsze jakoś sobie nie dawałem ze wszystkim rady, sprawy, które po innych spływały (nawet tak trywialne jak hałas na lekcjach w szkole i wyjścia nauczycieli z hukiem) we mnie zostawały i ropiały. Oczywiście z biegiem lat było coraz trudniej rozplątywać te sznury i przed nimi uciekać, no i dobrze, bo musiałem zostawić naturalną dla siebie "teologię" hippiesowską, czyli uciekanie przed rzeczywistością w daydreaming lub narkotyzowanie się muzyką i stanąć do walki z tym co mnie niszczy (w tym miejscu duże podziękowanie dla dojrzałych tekstów Budzego, które o tym traktują). Jeszcze nie jestem na etapie św. Teresy z Lisieux, która pisała, że wszystko jest łaską. Powiem bezpieczniej - wszystko może być łaską - albo tak jak śpiewali poczciwi Skaldowie: "wszystko być może katastrofą/i wszystko może nie być nią"... Należy jednak tę katastrofę najpierw w ogóle przyjąć do wiadomości, a potem się z nią zmierzyć - i to na pewno nie w naiwny sposób typu "przespać/przeczekać/samo się ułoży/byle do lata"...
Druga sprawa to to jak można wykorzystać zostawione pod ręką pomoce z Nieba, czego w czasie pracy nad albumem "Love Love 2" uczyłem się z różnych jutubowych pogadanek Johna Eldredge'a z cyklu Men at the Outpost, traktujących o tym jak dorzecznie i trzeźwo prowadzić walki duchowe. Te odkrycia oczywiście wpasowywałem w swoje katolickie arkana typu Sakramenty i różaniec (napomknięty w tekście w linijce "the beads and the stars"), który notabene coraz mniej kojarzy mi się z jakąś dewocją, a coraz bardziej z różami... Obsypać płatkami róż ukochaną osobę, not bad for a broken heart chyba...
O tych wszystkich sprawach próbowałem napisać w tekście utworu The Seat of Seeing, ale jak wspomniałem wcześniej - nie bardzo się udało. Wyobraziłem sobie siebie jako Froda siedzącego na Amon Hen, bo rzeczywiście przez chwilę wyostrzenia zmysłów ducha widziałem przetaczające się przed wewnętrznymi oczami siły i wojska. Ale powstał z tego tekst kiczowaty i słaby, tylko słowa "lanterns of prayer" dostają do tych (pseudo)duchowych przeczuć.
Dlaczego zatem umieściłem ten numer na naszej składance? Po pierwsze w ramach podziękowań dla mojego dobrego kolegi Błażeja, który tej piosence mocno kibicował, zajęła nawet raz pierwsze miejsce w jego cotygodniowym osobistym rankingu, a to dla mnie ważniejsze niż niejeden Bilboard. Po drugie - lubię muzykę... Coś tam pamiętam, że refren przyszedł sam, jako czysta inspiracja, nie jak to zwykle na stare lata bywa, że nową piosenkę trzeba wypocić niczym stado pompek (co oczywiście też jest przyjemne, choć nie aż tak jak kiedyś, gdy same przychodziły...) Trochę nie wyszło samo nagranie, bo numer wydaje się być w stylu "stadionowo-rockowym", a przecież w kuchni tego nie da się zrobić i w końcu wyszło coś między ogniskiem i stadionem hehe... Ale melodia - zwłaszcza refrenu - jest bardzo nośna i mimo wszystko bardzo lubię ten numer.
Gero - śpiew, gitary, perkusjonalia (2017), bas, śpiew, dodatkowa gitara akustyczna i postprodukcja (2020)
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
The Odd Version of The Seat of Seeing:
https://www.youtube.com/watch?v=CXzg0jkShAU
Lodge - 2020-11-01, 22:38
The Best Odd Soundrops 8/22 - Wambierzyce
Przez całą podstawówkę jeździliśmy z Rodzicami do Ziemi Kłodzkiej na wakacje i jak już o tym wiele razy pisałem, te wyjazdy zbudowały coś we mnie na całe życie - będzie okazja zając/kaczka się tym szerzej przy okazji innych piosenek... Paradoksalnie, do Wambierzyc pierwszy raz trafiłem w fazie "średniej" mojego yy rozwoju, na wyjeździe z Filipinami ze Świerczewa w roku 2000. Wrażenie olbrzymiej świątyni w oddali pośrodku tych sielskich pól było piorunujące, ale najbardziej urzekło mnie to, że gdy się już podeszło bliżej, ta budowla wydawała się na skraju rozpadu, pełna dziur i zacieków, więc tak jakby POKORNIE trzymała pieczę nad całą krainą...
Z biegiem lat oczywiście czar Ziemi Kłodzkiej jął coraz bardziej słabnąć i przygasać. Czasem jeszcze udawało się w różnych sudeckich zakątkach rozpuścić mocą cudownej okolicy wewnętrzne ciężary, czasem nie. Rozumiałem to oczywiście, przestrzegł mnie przed tym Lewis w "Czterech miłościach" i spokojnie obrałem sobie Wambierzyce za centrum mojego "dorosłego" zachwytu tą - ciągle - nieziemską dla mnie krainą.
W roku 2012 przyjechałem tam na trzy dni rozważyć bardzo ważną sprawę. Tekst utworu "Wambierzyce" napisał mi się w pierwszy dzień tego wyjazdu, na trasie z Zieleńca do Dusznik, w przeddzień mojej długiej wycieczki właśnie do Wambierzyc, która była clou programu tamtego lata. Jak zatem widać, jest to piosenka nie o samym miejscu, same Wambierzyce są tu tylko jakby wyższą instancją w próbie rozwiązania dylematu. Co ciekawsze lub nie, sama piosenka jest trochę o innej sprawie, która przyplątała się z boku - choć gdzieś tam sobie istniała nierozwiązana od początku XXIw. Co zrobić z kwiecistą pokusą (a może jednak nie?), która od lat mąci jasność umysłu?
Tak napisany, dość mętny zresztą tekst, zaniosłem Pawłowi i on - zupełnie nieświadomy tego o czym to naprawdę jest - napisał do tego wręcz doskonałą melodię, która nie tylko że zaniosła moje dylematy z poziomu rowu pod mostem na przedmieściach Dusznik do samych Wambierzyc, ale dodatkowo pięknie oddała przepiękno samej okolicy i jeszcze odkryła horyzonty ponad nią.
Nie zrobiłbym tego lepiej. Chylę czoła przed kolegą z zez połu.
(na Fejsie już tego nie dopisałem, ale tu napomknę, że...)
...sprawa z którą wtedy w 2012 przyjechałem do Wambierzyc rozwiązała się w sposób bolesny, ale ostateczny
a sprawa o której niejasno mówi numer Wambierzyce (some oddly remain...) ciągle powracała i powracała czasem borem, czasem lasem, czasem istnym wygibasem, aż w końcu jakoś w zeszłym roku ostatecznie zbladła, a jakoś w zeszłym miesiącu ostatecznie zaczasły się te już niegroźne drzwi - nie wiem w sumie co to wszystko miało znaczyć, ale uff uff uff - westchnęli Osedżowie
Paweł - śpiew, gitary akustyczne
Gero - gitara elektryczna, śpiew, bas, sample melotronu
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
Wambierzyce:
https://www.youtube.com/watch?v=b4nEJCKIW7I
Crazy - 2020-11-01, 22:56
Zrobię listę, na pewno!
Na razie zacząłem odsłuchy, ale nagle wpadłem na pomysł, że skoro taki ze mnie ostatnio kozak, że słucham na słuchawkach, to może i tu?... A nuż usłyszę jakąś różnicę, o której w przeciwnym razie ani chybi znowu bym powiedział, że nie usłyszałem?
Ale mitycznych nie-strojów w The Choice na pewno nie usłyszę!
Tak więc mam nowy plan, i to dwuczęściowy, bo - jako że dużo piszesz o tekstach - posłuchałbym jeszcze kolejny raz z tekstami.
Tylko muszę ciągle klikać 'pomiń reklamę', bo ze spotifajami i deezerami się nadal nie zaprzyjaźniłem, a na bandcampie chyba nie ma...
Witt - 2020-11-02, 21:10
Też bym chciał pyknąć taką listę!
Lodge - 2020-11-03, 23:40
Paweł na Fejsie dopisał swoją kwestię do kwestii Wambierzyc:
To ja jeszcze dopiszę, o tym, jak powstała ta wiekopomna muzyka 😉
Najpierw napisały mi się akordy pod solówkę i sama melodia solówki. nie pamiętam dokładnie kiedy, ale błyska mi w pamięci jakieś nasze granie z Gerem w piwnicy LO Św. Marii Magdaleny, z tym że było to raczej kilka lat po tym, jak skończyliśmy tę szkołę. Czyli druga połowa lat 90, może początek wieku. Tzn. wtedy to grałem Gerowi, a napisałem ten fragment chyba w domu.
Akordy, peecmy melodia i feeling wydawały mi się jazzowe.
Wymyśliło się i nie chciało iść dalej. Bo też wtedy ani nie słuchałem ani specjalnie nie szanowałem jazzu. Grałem to sobie od czasu do czasu, podobało mi się, ale nijak nie pasowało do niczego, kompletnie też było niesoundropsowe.
No i przyszedł ten rok 2012, lipiec lub sierpień, może czerwiec. Usiadłem w biurze z gitarą i z tekstem od Gera i z zadaniem (!), że napiszę do niego muzykę. I przyszło mi na myśl, żeby spróbować zaśpiewać to do tych akordów jazzowych. Wyszło fajnie, wolniej, zupełnie inaczej, niż brzmiało to całymi latami, bez tekstu.
Od razu wymyślił mi się ten fragment melodii pod "Most things will pass/some oddly remain..." i dalej to mocne uderzenie na akordzie E. W założeniu tu miała być psychodelia, trochę na zasadzie kontrastu ze zwrotką i chyba się udało 😉.
Zaniosłem to do Gera, który dorzecznie bardzo zauważył, że lepiej, żeby wers "And don't ever rust...", choć na tych samych akordach, co poprzedni - miał jednak inną melodię. Nie umiałem jej wymyślić, a Gero umiał i na nagraniu to on ten fragment śpiewa - super.
A potem było nagrywanie, nakładanie różnych smaczków, w tym puszczanych od tyłu ("łuużdi łuużdi" - co my tam naprawdę śpiewamy od przodu, Ger?) I jest.
Żałuję tylko, że nagranie jest takie ciche. Po części to chyba wynikało z tego, że niepewny warsztatu, jakoś tak nieśmiało to zagrałem w pierwszej ścieżce i potem już nie dało się tego podbić. Ale może kiedyś zrobimy jeszcze wersję głośną, z perkusją, blachami i dżembą - Wambierzyce, as it was meant to be😁
Ja jeszcze dodam, że przypomniało mi się, że pomysł na numer zrodził się z dość idiotycznego zdarzenia, na wspomnianej drodze z Zieleńca do Dusznik wrzuciłem listek do strumienia, żeby nie powiedzieć - ścieku, no i jak mały chłopczyk patrzyłem czy przeleci pod mostkiem na drugą stronę, nie przeleciał, tak samo jak ta marginalna sprawa z 2003, która nie chciała się skończyć...
Lodge - 2020-11-04, 00:06
The Best odd Soundrops 9/22 - I Don't Remember
Przedziwny jest to numer, bo jest bardzo słoneczny, choć powstał w jednym z najsmutniejszych okresów w moim życiu... Ale po kolei - najpierw była piosenka "I Don't Remember" z szóstej czy siódmej klasy podstawówki. Ale to nie jest taka sama historia jak z "One More Time Up", kiedyś zaśpiewałem Witkowi tę"wczesną" wersję i mocno się skrzywił, słusznie, bo była właśnie jak z podstawówki songwritingu. Na szczęście we wrześniu 1996 wpadłem na pomysł, żeby do pierwszych trzech linijek z tamtej wersji dopisać coś zupełnie nowego. I chyba się udało, pamiętam dobrze to słoneczne przedpołudnie, tuż przed zachodem słońca, jakoś samo się spróbowało zatrzymać to odchodzące lato i odchodzący dzień...
Okazało się, że był to jeden z ostatnich kreatywnych zrywów jakich doświadczyłem przed pierwszą w życiu posuchą twórczą, która potrwała kilka miesięcy (a do tego czasu regularnie pisywałem po kilka nowych piosenek na miesiąc). Młodzieńczy umysł nie wytrzymywał paru spraw, był to czas smutnego i nietrafionego radykalizmu duchowego oraz początek końca zespołu The Round Triangle. W tamtym momencie teoretycznie byliśmy kwartetem, a praktycznie zbitką czworga indywidualności, które mocno się zmieniły przy przejściu z liceum na studia i musiały się na nowo nauczyć ze sobą żyć. To właśnie wtedy powstał zalążek zespołu The Soundrops, okazało się, że z całej czwórki najlepiej współpracuje się duetowi ja - Paweł. Na zbliżającym się drugim roku studiów zagraliśmy jako Triangelsi dwa udane koncerty w byłej szkole, ale zostały one przygotowane w ten sposób, że najpierw pracowaliśmy organicznie z Pawłem a dopiero na to nakładał swoje trzy grosze Adam ze swoim rozchwianym włosem i jeszcze Magda na wiolonczeli (na pierwszym z tych koncertów jeszcze zagrała, na drugim już nie). Artystycznie to jeszcze działało, bo Adam zawsze miał talentu za stu a wykonawczo cała trójka była ciągle na fali wznoszącej, ale w nieskończoność to trwać nie miało prawa i bez większych napięć i zgrzytów zostało nas w roku 1999 tylko dwóch. Na szczęście The Round Triangle nigdy się oficjalnie nie rozwiązał, nie było ku temu powodów. Ale I Don't Remember było w jakiś sposób jednym z pierwszych utworów The Soundrops, bo mimo że napisałem go samodzielnie, to nad aranżacją i drajwem pracowaliśmy mocno we dwóch na jakiejś sesji w podziemiach LO MM.
Jeśli chodzi o samo nagranie, to niby jest beatlesowskie jak trzeba, ale to jeszcze nie to co mogłoby być i już nie to gdy w chórkach śpiewali Paweł i (a jednak!) Adam. Może jeszcze będzie lepsza wersja.
Gero - śpiew, gitary (20??) bas, śpiew, tamburyn (2020)
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
I Odd Remember:
https://www.youtube.com/watch?v=k3DGd0e4AUI
Lodge - 2020-11-06, 00:20
The Best Odd Soundrops 10/22 - Drops
Trudno mi dziś pisać o tym numerze, bo już po włożeniu naszej składanki na portale streamingowe wydarzyło się coś, co nadało temu numerowi nowy kontekst. Nic strasznego, ale akurat dzisiaj wolałbym do tej piosenki nie wracać.
Dwa razy wydawało mi się, że byłem na czubku wszechświata. Jeden raz w roku 1993 przez jakiś miesiąc, drugi raz w roku 2002 przez pół roku (a, jeszcze w 2017 przez parę sekund, hehe, będzie jeszcze o tym czas opowiedzieć). Utwór "Drops" powstał w środku ważnej bitwy, może nie "duchowej" lecz "życiowej", którą wtedy toczyłem i która zakończyła się - o dziwo - zwycięstwem. Tylko że wtedy odsłonił się widok na kolejną górę i tej już nie dałem rady. Ale na poziomie piosenki "Drops" tego jeszcze nie wiedziałem, więc jest pełna wdzięku i ujmu (w sensie: ujmująca jest! wieszczem był!). No i cóż, spełniła swoje zadanie i może odejść do Hall of Fame of Nierozpoznanych Przejawóch Geniuszu Młodych Wykonawców Rocka Pastoralnego.
Proszę zwrócić uwagę na hejnał z wieży ratuszowej na sam koniec. I parę ładnych momentów z melotronem. I ładną melodię. Gdy zestawialiśmy z Pawłem kompilację Best Odd, on nie kojarzył tego numeru i zwrócił uwagę, że jakiś inny. No jasne, mniej narzekający 🙂
Gero - śpiew, gitara, sample melotronu
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
Odd Drops:
https://youtu.be/Kb39xA9Bb5w
Crazy - 2020-11-07, 19:42
Bardzo wiele bardzo ładnych momentów! (może należałoby napisać: kropel?)
Charczący Wuj - 2020-11-07, 22:17
Ciekawie się to rozwija. Zastanawiam się czy czekać na opisy wszystkiego i wtedy odsłuchiwać, czy teraz po trochu. No, zobaczę...
Crazy - 2020-11-11, 13:06
Jakby co, to czekam na dalej! Widziałem już na youtubie komplet, więc chyba posłucham cięgiem (deeezera ciągle nie opanowałem, a spotify używam tylko na komputerze Asi, ale ona rzadko wychodzi z pokoju ). Ale opisy! Z opisami to się najlepiej słucha. Choć po prawdzie, bez opisów też się świetnie słucha.
Lodge - 2020-11-14, 13:33
The Best odd The Soundrops 11/22 - The Answer
Wczoraj puszczałem Pawłowi pierwszą nagraną wersję piosenki The Answer, którą przygotowaliśmy latem 1998 na kasetę fikcyjnego zespołu La Cołowroteks pt. "The Roseate Stream". Tę właśnie wersję uważam za ciągle niedoścignioną, choć cyfrowo staraliśmy się az łi kud. Nagraliśmy trzy wersje, a najlepsza ciągle przed nami. Zależało nam jednak na tym, żeby ta piosenka znalazła się na Best Odd Soundrops, bo wydaje się bardzo ważna ze względu na aspekty biograficzne i przekaz, jedno zresztą się z drugim niebywale once-trzy.
Były dwie wersje tekstu, pierwsza z roku 1992, ale Paweł nie mógł do niego nic ułożyć, a potem jego sytuacja się zmieniła i musiałem napisać nowy. Piszę o tym tylko dlatego, że na jednym z późnych koncertów The Round Triangle graliśmy ten numer i pomyliła mu się jedna wersja tekstu z drugą, hehe, ta pierwotna zaczynała się od słów: "you can send me arid letters to depress me..." i zastanawia mnie skąd w wieku lat 16 znałem słowo "arid"... Drugi tekst jest jednak o wiele bardziej dorzeczny.
Trochę The Answer kojarzy mi się z innym utworem "środkowych Triangelsów" pt. The Moment of My Wake. W obydwu przypadkach chciałem napisać teksty odpowiednio jako Paweł i Adam, próbując wczuć się w ich sposób myślenia i opisać ich sprawy. Myślę się, że całkiem się udało i może powinienem częściej eksplorować nie swoje punkty widzenia. The Answer opowiada o Pawle i J., których historia zaczęła się w roku 1994 i trwa do dziś, dużo się tu napisało o aspektach wolitywnych i "decyzyjnych", co Paweł zawsze podkreślał. Ja zawsze celowałem w dmuchawce, latawce i (na szczęście też) wiatr... Teraz niby gołym okiem widać który wyszedł na tym lepiej, ale nie chodzi tu przecież o żadne zawody i kurczowe trzymanie się "swoich pozycji". Im dłużej zresztą ta historia trwa, tym łatwiej mi zobaczyć w niej aspekty nadprzyrodzone (tak, dużo wiatru!), które zresztą towarzyszyły im od samego początku a ja przeoczyłem (pierwszy rok rozpisany na dwa miasta a przetrwaly). W każdym razie tekst z 1996 jest zupełnie nie mój, nad wyraz dojrzały i nadal aktualny, z czego bardzo bardzo się cieszę.
Muszę przyznać, że w pierwszej chwili trochę zlekceważyłem muzykę, rozpieszczony Utworem i Utworem 2, wydawało mi się, że to takie jakieś za bardzo "amerykańskie", no tak, bez dmuchawców i latawców... Ale Adam od razu gorąco docenił i ja po chwili też dołączyłem do zachwytów. Jest w tej piosence zarówno coś dobitnego i nieodwracalnego jak i otwartego na dalsze inspiracje. Bardzo życiowy numer.
Paweł - muzyka, głos, gitary akustyczne
Ger - tekst, chórki, gitary elektryczne, bas (chyba), niestety też "Hammond"
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
The Odd Answer:
https://www.youtube.com/watch?v=m5a_jBzkJwo
Lodge - 2020-11-14, 17:41
The Best odd the Soundrops 12/22 - Stare Bojanowo (Nowe Bojastaro)
Połowa albumów Soundrops to "concept albumy". Większość z nich obraca się wokół kolejnych historii osobistych, ale trzy - "Friends", "Good Reinerz" i "Eternity" - mierzą się z mniej indywidualitycznymi kwestiami i to one są oczywiście "obiektywnie" nie tylko najbardziej dojrzałe ale też zapewne po prostu najlepsze i pod względem wspomnianych konceptów i w ogóle. Ale "najlepsze" nie znaczy "najbardziej mi drogie" (tak jest, tak sobie to tłumacz, sobku )
Album "Friends" skonstruował się gdy miałem 33 lata, naturalnie więc gdzieś tam biadoliłem, że uu wchodzę w wiek dojrzały, ale tak naprawdę to bardzo pozytywna "płyta". Tylko jeden numer, Acedia, traktuje o tym, że wykonawca nie umie poradzić sobie z rzeczywistością, kilka innych o to marginalnie zawadza, ale reszta to raczej opisy swego rodzaju pełni. Bo to był dla mnie wspaniały czas rozbuchanych relacji, które przekładały się na wiele wiele podróży, po całej Polsce a nawet do Szkocji. Te wszystkie wrażenia ułożyły się naturalnie w pewnego rodzaju niebolesne rozważania na temat tego ile z tych rzeczy jest "naprawdę prawdziwe", kto przyjaciel a kto tylko towarzysz drogi i ile z tego przetrwa na zawsze. Te sprawy rozpatrywane są na kilku osiach: internet - real, serialowi "Friends" i normalni przyjaciele, góry - niziny, przeszłość - teraz, Bedkidy - Sudety, pole - dwór - dom, a nawet English-Polisz, bo aż w czterech utworach mamy tu mniej lub bardziej subtelne miksy językowe, których najbardziej dobitnym przykładem jest linijka "I can hear Kacper shout". Na szczęście później zrobiłem to tylko jeszcze jeden raz, w numerze July ("Duszniki & Rivendell"), bo już zahaczao o manieryzm.
Utwór Stare Bojanowo jest przedostatnim na płycie "Friends", przepadam za nim nie tylko dlatego, że po kilku numerach bardziej zawiłych wraca do motoryki z początku albumu, czyli z Acedii i A Tenth. Tekst niezbyt dokładnie traktuje o tym co widać z okna pociągu na znanej na pamięć trasie Wrocław-Poznań i potem o tym do czego się wraca w Poznaniu, do takich spraw, które wydawało się, że przetrwają i nie zmienią się nawet po mojej śmierci. Wybrałem na tytuł stację "Stare Bojanowo", bo znajduje się prawie dokładnie pośrodku tej trasy, dopiero wtedy dostrzegłem, że sama nazwa jest pewnego rodzaju żartem słownym, więc szybko odwróciłem ją w podtytule.
Użytkownik Crazy wielokrotnie zwracał uwagę, że świetnie mi poszło miksowanie słów polskich i angielskich. Dziękuję, ale dwie rzeczy bym dziś poprawił - po pierwsze "Mosina" jest zaśpiewana źle, ze schwą na końcu a nie z polskim /a/, po drugie przed Greater Poland National Park chyba nie powinno być "the".
Muzyka w zwrotce trochę przypominała mi utwór Boris the Spider The Who, więc ochoczo zacytowałem jego refren w chórkach, ale mam nadzieję, że jednak to bardziej inspiracja, nie plagiat, tym bardziej że części środkowe to już cały ja i np. karkołomne przejście z C do Gis... Ale jakoś to urokliwie p ł y n i e wszystko, tak jakby wbrew tekstowi odważnie przypominającemu, że - mimo wszystko - przez cały czas zbliżamy się do życia wiecznego (tu dość frywolnie nazwanego "niekończącą się dogrywką", niby jak po dobrym meczu piłkarskim), tak jakby mimo wszystko lato, no może nie stanęło w miejscu, ale utknęło na drodze z Wrocławia do Poznania, i z powrotem, i znowu... Z najlepszymi "friendsami" w przedziale.
A, zwrot "gone and on" myślałem, że użyli The Move, ale okazało się, że tam było "gone and done", więc bez skrupułów przekleiłem do swojego - you know, gone and on and on... To chyba nawet mądry suchar.
Bywa, że jest to mój ulubiony numer Soundrops, choć na płycie Odd brzmi najgorzej ze wszystkich (razem z Bingiem) bo najpierw przerobiłem mp3 na wav, a potem dograłem dodatkowy wokal, bas i gitarę.
A, zaśpiew w wyciszeniu wziąłem z piosenki zespołu Klan o poziomkach, zwrot "my, zielone fauny" zawsze utożsamiałem ze sobą i Witkiem, jednym z ważnych bohaterów albumu "Friends" i nadspodziewanie częstym współprzejeżdżającym przez Stare Bojanowo, a może i Nowe Bojastaro.
W tym roku, w związku z moją paranoją covidową byłem na wakacjach tylko przez jeden dzień. Pojechałem do Wrocławia spotkać się z przyjaciółmi z Warszawy. No i co? W tamtą stronę na wysokości Starego Bojanowa trafiłem przypadkiem(?) na Dziewczynę z płyty "Love Love", a nawet "Love Love 2", a w drodze powrotnej pociąg utknął w Starym Bojanowie na parę godzin (a właściwie na stałe, bo po owych paru godzinach miłościwie przyjechał autobus zastępczy) z powodu zerwanej trakcji.
Gero: śpiew, gitary, bas i sample melotronu (2009) oraz dodatkowy śpiew, gitara i bas (2016)
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
Tym razem wyjątkowo proponuję link z YT nie do albumu Odd tylko do "teledysku" z 2016, który rozgrywa się na Ślęży i oczywiście na trasie Wrocław-Poznań:
https://www.youtube.com/watch?v=UfpsirW-wYM
Lodge - 2020-11-21, 13:14
The Best Odd Soundrops 13/22 - The Wastes of Loneliness
The Wastes of Loneliness to trzeci utwór oficjalnie zapisany w Triangelsowym songbooku. I Can't Leave Her i The Message From Future - to dwa. A ten - to trzeci. Potem nastompił czwarty, ale na razie zajmujemy się trzecim, dla przypomnienia: The Wastes of Loneliness. (To taki mój hołd dla notki w oryginalnym wydaniu płyty Beatles For Sale, hihi).
Pamiętam dobrze to popołudnie gdy wracaliśmy w styczniu czy w lutym 1992 ze szkoły w trójkę i zgadało się - na wysokości Teatru Polskiego/Okrąglaka - że Adam trochę gra na pianinie i mieszka w tej chwili sam i można by w jego domu robić próby. Założenie zespołu (wtedy jeszcze bez nazwy, która ukradkiem ukształtowała się późną wiosną jakoś bez mojej wiedzy) było dla mnie bardzo konkretnym osiągnięciem życiowym: do tamtej pory byłem tylko niezbyt zaradnym chłopcem, który zostawał wiecznie z tyłu, a tu nagle okazało się, że dobrałem się z dwoma najbardziej atrakcyjnymi gostkami w klasie i po raz pierwszy w życiu znalazłem się w "grupie rozdającej karty". Co znamienne, zarówno w przypadku The Round Triangle, jak i później w przypadku The Soundrops, największy poklask zbieraliśmy gdy umieliśmy najmniej, prawem nowości i z zaskoczenia. To jednak było bardzo potrzebne, te - jak to nazywał Adam - "wianuszki dziewczyn" otaczające chłopców ledwo potrafiących zmienić akord z D na fis na czas. Jeśli chodzi o mnie, to późniejsze lata zakwestionowały niemal wszystkie przekonania o zasługach własnych, dotyczyło to także poletka muzycznego, więc dobrze było mieć fory na wejście. Potem, gdy NAPRAWDĘ przyszło co do czego, okazało się, że najważniejsze były niepowtarzalne zlepienia barw głosów w harmoniach oraz dorzeczny songwriting.
Od pierwszego zetknięcia się z piosenką Pawła, w środę 25 marca 1992 w sali 112 LO MM (pamiętam tak dokładnie, bo dzień przedtem odbyła się pierwsza "sesja" Triangelsów), miałem wrażenie, że - w odróżnieniu od I Can't Leave Her, która była jedynie wprawką na trzy minus - tutaj mamy do czynienia z "prawdziwą" piosenką, prawdziwą zarówno w sensie jakiejś tam oryginalności jak i - co ważniejsze - w kwestiach życiowo-artystycznych. Utwór był naszą reakcją na rzecz wręcz straszliwą: ulubione koleżanki z klasy miały jechać na całą drugą klasę do innego kraju za morzem. To sprawiło, że te dość konserwatywne sekwencje akordów i prosta melodia napełniły się jakąś prawdą, oczywiście na miarę 16 lat w przypadku Pawła i 15 lat w przypadku moim (Paweł jest ode mnie starszy o miesiąc i trochę). Jasne, z dzisiejszej perspektywy tamte problemy wydają się śmieszne i tamte czasy sielankowe, ale utwór The Wastes of Loneliness (wtedy jeszcze z szarmanckim podtytułem "Since She's Gone") był konkretnym początkiem drogi, która zaprowadziła nas może nie na szczyty list przebojów, jak o tym naiwnie marzyłem, ale np. do spotkań z ludźmi, których byśmy się nigdy nie spodziewali spotkać. Choć tutaj nutka dziegdziu: z całą pewnością lepiej i łatwiej było być artystą w latach 90-tych niż teraz, teraz namnożyło się tych postaci i nie robią już wrażenia na nikim poza ewentualnie sobą samymi. Może jednak tak jest prawdziwiej, "cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi"?
Tekst nie był taki udany jak muzyka, ale przynajmniej był konkretny i praktyczny. Jak sądzę, najlepszym tropem było to, że nieważną i nieco siermiężną metaforę o "pustkowiach samotności" (siermiężną, bo i jedno i drugie słowo było przesadzone) powtórzyłem w ostatniej linijce. Zrobiła się nagle klamra i wrażenie kompletności, a Zespół Jeszcze bez Nazwy zyskał coś ponad beczące i niezdarne odgrywania idoli: własny repertuar. Dzięki, Paf.
Paweł - głos, gitara
Gerard - głos, gitara, organy
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
The Odds of Loneliness:
https://www.youtube.com/watch?v=cUYghmgg7g0
Crazy - 2020-11-21, 22:25
Im dłużej znam Soundropsy/Traingelsy, tym bardziej mi się wydaje, że ta piosenka nie tylko jest, jak powiadasz, prawdziwa, ale że w ogóle jest fundamentalna dla Waszej twórczości. Historycznie, emocjonalnie, muzycznie.
I obiektywnie świetna!
Lodge - 2020-11-27, 00:56
The Best Odd Soundrops 14/22 - Lioness
Z kolei (ale jakiej? chyba transsyberyjskiej khatru) album "Poppy" jest naszym jak na razie ostatnim dziełem. Bardzo zresztą słodko-gorzkim - historia, którą opowiada (przynajmniej ta z mojej strony, bo album opowiada też o historii Pawła, zawsze świetlanej) przyniosła chyba najwięcej błędów i kopniaków w tyłek... ale równocześnie dużo takiego dobra, którego wcześniej nie zaznałem. I choć zostało po tym niby tylko kilka płyt zespołu Coldplay, album "Poppy" przypomina mi o tym by być za nią wdzięczny. To był dobry czas dla zespołu Soundrops.
Procentowy udział Pawła na tym albumie jest największy w naszej yyy dyskografii i w tych niełatwych czasach pożaru w kuchni i nie tylko nasze spotkania były dla mnie niemałym pocieszeniem i odkopywaniem zapomnianych radości. Nasze pisanie piosenek też było pocieszne, na "płycie" Love Love znalazł się numer Elevender, który powstał na bazie pomysłu, żeby napisać coś podobnego do Tender Blur. Numer jednak poszedł w zupełnie inną stronę, co było w sumie olśniewające i odswieżające nasze twórcze rowy i rynsztoki. Odtąd bardzo często zaczynaliśmy nasze "sesje" od czegoś takiego: dzisiaj piszemy numer The Who... albo wczesnych Beatlesów... albo Nirvany.
Tym razem zaczęło się od numeru One I Love zespołu Coldplay, zupełnie zresztą dla nich niecharakterystycznego i marginalnego. Ja się zachwycałem drajwem spod ręki tego niezbyt przecież wielkiego perkusisty, który tym razem wraz z chrupkimi gitarami wykrzesał ogień z piosenki, w której ani nie ma specjalnej melodii ani nic. Paweł dyplomatycznie zgodził się, że numer fajny, ale koniec końców nam wyszło z tego coś zupełnie innego niż One I Love - utwór niby żarliwy, ale jakiś pokrętny, zdecydowanie bardziej "psychodeliczny" niż "brit-popowy", a to za sprawą tego niby-revolverowego (a może to niby-Rain?) refrenu z niby oczywistymi chórkami, ale u nas rzeczy oczywiste są podwójnie dziwaczne. No i super, wyszło coś co nie przypomina zbytnio żadnego innego numeru Soundrops jednocześnie przypominając wszystkie, hehe. The Soundrops - mistrzowie nie wiem czego.
Jeszcze wytłumaczę czym różni się wersja niniejsza od tej z albumu "Poppy". Nagrywamy naszą muzykę od zawsze, a na komputerze w kuchni od roku 2007, gdy państwo Budzyńscy obdarzyli nas swoim kompem, a Piotrek B. polecił program Audacity. Oczywiście wszystko od zera, intuicyjnie, czasem szkaradnie, wbrew wszelkim regułom, ale przez te 13 lat powoli dochodziłem jako powiedzmy "producent" do takiej wprawy, że najlepsze produkcje nie ustępowały jakościowo najgorzej zrealizowanym numerom z lat 60-tych typu Herman's Hermits i Kinks. Mój cover Podróży na wschód zespołu Armia nagrany przez mikrofon za 8 zł znalazł się nawet na płycie Armii, oczywiście, jak to zaznaczył gitarzysta Rafał, "po obróbce przez sprzęt Borsa za milion złotych". Była to duża nagroda, choć od razu muszę zaznaczyć, że nie wiem jak to się dzieje, że takie przeciętne numery typu Ross Is Fine czy Tilda Next brzmią świetnie, a nagrany w tym samym miesiącu co ten drugi z nich utwór Around the Lonely Hearts Bend - tragicznie. Taka to robota z amatorami. Na szczęście dzięki Pawłowi mamy teraz do dyspozycji interfejs i jakość nagrań Soundrops dramatycznie rośnie z każdą minutą ciszy.
Ważnym odkryciem było dla mnie to - jakoś na wysokości roku 2012 - że jeśli hehe zbałnsuję utwór do pliku wav i potem otworzę go z powrotem w Audacity to mogę nie tylko robić jego "mastering" dodając np. niskich tonów, ale równocześnie dograć "na wierzch" dodatkowe głosy czy instrumenty. Nieświadomie powtórzyłem tym samym metodę pracy środkowych Beatlesów, którzy w ten sposób radzili sobie z kwestią małej ilości wolnych ścieżek, zgrywając (folding down) materiał z czterech ścieżek do dwóch czy jednej i zyskując przez to wolne pole na dogrywki. Paul McCartney stwierdził kiedyś, że w ten sposób poprawiali jakość utworów, czym rozjuszył audiofili, no bo jak niby taka produkcja "z odzysku" czy tam "drugiej generacji" miałaby być lepsza niż to co było wcześniej. A ja go dobrze rozumiem, bo takie manipulacje dają oczywiście gorsze brzmienie per se, za to lepszą kontrolę nad barwami oraz - co najważniejsze - wrażenie piętrowości i przestrzenności, której oczywiście nie uświadczysz, gdy piędziesiąt ścieżek stoi obok siebie jak te kołki...
Dlatego gdy tylko skończyliśmy numer Lioness, wiedziałem, że chcę mieć wersję alternatywną z melotronem. Wziąłem zatem wav z "pierwszej generacji", czyli generalnie podkład: gitary, bas, chórki i pierwszy wokal i na to na wierzch dołożyłem nowy wokal, chórki i melotron. Wiązało się to z dość ujmującym szczegółem: w wersji z "Poppy" Paweł dograł w "drugiej generacji" solową linijkę głównego wokalu "your heart is eternal", której nie było teraz u mnie, więc musiałem sam to zaśpiewać udając trochę, że to on. Zawsze wolałem wersję z melotronem, oczywiście nie dlatego, że było tam mniej Pawła, ale dlatego, że miałem to wrażenie sonicznej głębi, która oczywiście kojarzy się z Moody Blues itd. Paweł zgodził się dyskretnie, że "melotron nie przeszkadza". A to dyplomata. Wersja z melotronem poszła w epoce na EP-kę, a wersja oryginalna oczywiście na album "Poppy". Bardzo się ucieszyłem, że mogłem tu przyprowadzić tę alternatywną. Dobrze reprezentuje i macierzysty album, i tamtą historię, i nasz duet songwriterski.
Ger - śpiew, bas, chórki, gitara akustyczna, sample melotronu i więcej chórków
Paf - gitara elektryczna, chórki, śpiew
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
Odd (Mello) Lioness:
https://www.youtube.com/watch?v=X5gswaxUHMQ
Lodge - 2020-11-28, 00:22
The Best Odd Soundrops 15/22 - Life In Abundance
Piosenka Life In Abundance ma chyba z siedem różnych wersji na YT, ta z samym wokalem Morelki jest najlepsza, ale wyszła przypadkiem. Dobrze się jednak stało, bo to od niej wziął się pomysł na ten bardzo "programowy" utwór. Gdy rozpadała się jakaś akurat jej historia, została zapytana dlaczego tak się stało, skoro wszystko całkiem nieźle się układało. Ona odpowiedziała wtedy, że w tym właśnie szkopuł - nie ma być, że się nieźle układa, tylko ma być, chyba powiedziała po angielsku, big love, big joy. Do tego dośpiewałem sobie jeden z moich ulubionych passusów Biblijnych o "życiu w obfitości" i osobistą niechęć do określenia: "jakoś leci" (to nie to samo co "reasonably happy", ale powiedzmy, że z tej samej bajki), no i już wiedziałem o czym będzie ten numer.
Ostatecznie napisał się jednak dopiero trzy czy cztery lata po tamtej wymianie myśli. Pamiętam jak składałem słowa i akordy tuż przed przyjściem Pawła na umówioną "sesję" do płyty "August" . Szło mi tak sobie, ale zupełnie się tym nie przejmowałem, bo wiedziałem, że numer będzie miał tak wyrazisty powiedzmy przekaz, że właśnie to go poniesie i sam w sobie nie musi być jakiś yyy wielgachny, tym bardziej, że mieliśmy go śpiewać na trzy głosy, jak numer Abrupt Unluck Bing, który już zdążył wrosnąć w wewnętrzną mitologię zespołu Soundrops. Przyznaję, że ta niezbyt charakterystyczna dla mnie nonszalancja trochę zgubiła ten numer. Nasza harmonia z Pawłem, którą wgraliśmy pod falsetową linię melodyczną (do zastąpienia przez późniejszą partię Siory) jakoś się nie kleiła, stąd tyle nowych wersji później... chyba została po prostu źle zaaranżowana i tyle.
Na szczęście numer uratowała sama pomysłodawczyni. Była akurat świeżo po wyprowadzce z Poddasza z powodu swojego ślubu i po prostu przybyła na chwilę by wgrać się do trzech numerów na płytę "August" i jeszcze podratować numer pt. Promno, z którego za jej namową wywaliłem prawie wszystkie gitary w pierwszej zwrotce, przez co utwór bardzo zyskał. To była bardzo przyjemna sesja, zaskakująca wręcz, bo ostatnie nasze miesiące mieszkania razem stały pod znakiem ostrych kłótni lub cichych dni, a już wspólne nagrywanie czy nawet śpiewanie ot tak prawie zawsze kończyło się trzaskaniem drzwiami. A tutaj wszystko się wręcz niebiańsko udało - sama Siora zaproponowała chyba że do Life In Abundance wgra dwie partie wokalne, a ja sobie wybiorę tę lepszą i ona zostanie w końcowej wersji. Gdy pracowałem potem nad miksem, zauważyłem, że wyizolowany podwójny wokal Morelki do wyizolowanego podkładu gitary akustycznej brzmi świetnie! Zabrakło mi jednak otwartości umysłu i na album "August" dałem wersję pełną, a ta tutaj powędrowała na EP-kę pt. "Rado". Ale już w roku 2012 Paweł stwierdził, że wersja z samą Morelką podoba mu się najbardziej. Na szczęście po latach i ja dostrzegłem, że jest najlepsza. W tej wersji zanikły wszelkie kanty kompozycji i szorstkości niedoaranżowanej harmonii, a gładko i ujmujaco zaśpiewana melodia zepchnęła na bok nieprzystające do siebie akordy i w końcu zaczęły one pomagać tej piosence a nie jej przeszkadzać.
Ciekawostka: gdy już Siora poszła i wziąłem się za te jej ścieżki dwie, zauważyłem, że w jednym miejscu piosenki na obydwóch ścieżkach coś się bardzo nie udało i chcąc nie chcąc (zaręczam, że bardziej "nie chcąc") musiałem dwa słowa dośpiewać sam (dlatego też ta wersja oryginalnie miała podtytuł "Mrll Vocals Prawie Only"). Ciekawe czy ktoś zauważył/zauważy które to miejsce
Grałem ten numer na jednym z nielicznych solowych występów dwa lata temu w Nastawni. Dołączyłem go do setlisty bez większego przekonania, bo przecież cały czas miałem w głowie, że miał to być numer na trzy głosy a nie na jeden. Zaśpiewałem go zresztą normalnym niskim głosem a nie falsetem. I ze zdumieniem odczułem, że był mocno wysłuchany, być może najbardziej ze wszystkich zagranych tego wieczoru. To bardzo dobrze, bo to jeden z ważniejszych utworów The Soundrops, pewnie dlatego, że nie jest tak bardzo "mój" jak inne.
Morelka - głos
Gero - gitara (no i też jak się okazuje głos w jednym miejscu )
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
Odd Abundance:
https://www.youtube.com/watch?v=74tSkVcEDRM
Lodge - 2020-11-28, 13:02
The Best Odd Soundrops 16/22 - Permanence
Bardzo sobie cenię i samą piosenkę i wszystko co do niej doprowadziło... Oczywiście był to czas kolejnych elektrowstrząsów, trochę na własne życzenie, trochę nie. Ale po latach mogę powiedzieć, że dokonało się niemal pełne prześwietlenie i została z tego prawie sama radość. No i oprócz tego kilka fajnych numerów. To zresztą prowadzi do kolejnych pytań o sens cierpień, nawet tych najgłupszej natury rodem z telenoweli. Nigdy nie zgodzę się na żadne cierpiętnictwo, ale na pewno mogę powiedzieć, że cieszę się, że to wszystko się wydarzyło i głupio mi, że z wielu pool bitewnych chyłkiem się wycofałem. Nie wiem jeszcze jak to wszystko poukładać.
Sam utwór Permanence wziął się z potrzeby - raz na jakiś czas - poeksperymentowania, o co na statecznej wysokości numeru numer szejset, czy coś w tym rodzaju, nie jest łatwo. Pomogła mi dość idiotyczna miniaturka zespołu Yes (z płyty "Fragile") autorstwa Billa Brufforda, w której chyba chodzi glównie o to, żeby nie zgubić się w pogmatwanym rytmie i poprzestawianych akcentach. Oczywiście daleko mi do takiej lekkości w żonglowaniu metrumami, więc zrobiłem eksperymencik z nieparzystym rytmem na swoją miarę, nic specjalnego, a i tak ledwo ledwo udało mi się w tym wszystkim nie pogubić. Ale wyszła z tego krwista kompozycja i teraz tylko szło o to, żeby nie zaprzepascić tego przez tekst i wykonanie.
Z wykonaniem mogłoby pewnie być lepiej, partia basu przewyższa inne instrumenty, ale z tekstu jestem zadowolony. Tutaj inspiracją był dość płochy numer Markety Irglovej pt. Phoenix, w którym nieoczekiwanie pojawia się sążniste słowo "impermanence". Ponieważ w tamtym czasie na tapecie (ale tylko mentalnej, w tej na komputerze od lat Duszniki Zdrój ) był tatuaż z łacińską sentencją o przemijalności spraw, koncept na utwór Permanence nasunął się sam. Tekst wydaje się logiczny i klarowny, choć flagowy, o co nie było łatwo w tych wszystkich zawirowaniach. Bardzo cieszę się z wręcz figlarnej (choć humor to raczej biesiadny niż wykwintny) zabawy słowami: w pierwszej dygresji stoi "forever and eva", w drugiej siedzi: " forover and ova" Niech chociaż i to, jak lubiał mawiać Adam Lorenti z klubu Gianluca Valley.
Jeśli zaś chłodzi o podtytuł "Acoustic", to tylko to, że wersja pochodzi sprzed nałożenie gitary elektrycznej i jakichś dodatkowych chórków.
Ger - bas, śpiew, gitary
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"
Oddmanence:
https://www.youtube.com/watch?v=6VHYDICZwLM
Crazy - 2020-11-28, 18:44
Trochę zaspałem z odsłuchami ostatnio, ale bardzo się cieszę z opisów, a z Permanence szczególnie, wszak nawet w teledysku występuję ;-)
Crazy - 2020-12-25, 22:34
| Lodge napisał/a: | zrób na końcu listę z tych wszystkich dwudziestu dwu |
Zbliżam się do celu!
Ale utkłeś w opisach, a mnie np. interesuje kilka szczegółów jeszcze (np. na temat potencjalnego numeru 22 na mojej liście )
|
|