Strona korzysta z plików cookie zgodnie z info.

REMEMBER - jest opcja zmiany ustawien przegladarki :D

The Valley of Oblivion Strona Główna The Valley of Oblivion
The Soundrops official forum

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Soundrops' pastures
Autor Wiadomość
Fengari 
terrorystka


Dołączyła: 19 Sty 2011
Posty: 1098
Skąd: ycjo suabo
Wysłany: 2011-10-17, 19:53   

Lodge napisał/a:
nawet nie wiem u kogo teraz jest oryginał

U mnie jest. :)

Zgadzam się z Crazym, że Cymbaline jest super i w ogóle to jeden z najlepszych kawałków na tej kasecie i zdecydowanie najlepszy na stronie A. A poza tym na tej stronie inne moje ulubione to Black Star, You Don't Have To Cry i Nights Winters Years.
Natomiast strona B w ogóle zdecydowanie jest wg mnie lepsza, ja tu słyszę wyraźnie serce i duszę we wszystkich piosenkach i właściwie jak bym miała przy wymienianiu utworów kierować się takim samym stopniem 'podobania się' jak przy pierwszej stronie, to chyba musiałabym wymienić wszystkie, więc powiem tylko, że największe wrażenie na mnie robi i najbardziej porusza mnie tu Look At Me!
 
 
Crazy


Dołączył: 14 Lut 2011
Posty: 1955
Wysłany: 2011-10-18, 21:25   

Ojej, ten solo Lennon. Zasadniczo trudno mi się tego słucha, choć może na plus piosence tej akurat należy policzyć, że dobrze ją pamiętam, choć wcale jej chętnie nie słucham. Coś tam jest w melodii, a może w wykonaniu?
 
 
Fengari 
terrorystka


Dołączyła: 19 Sty 2011
Posty: 1098
Skąd: ycjo suabo
Wysłany: 2011-10-18, 21:52   

Tak coś czułam, że Ty pewnie nie przepadasz za tą piosenką - dla Ciebie pewnie zbyt smętno - przynudzająca, nie? ;) Ale ja tam lubię takie rzeczy. :)
Dla mnie tu jest coś w melodii, owszem, ale przede wszystkim w wykonaniu! W oryginale słyszę zaledwie potencjał w melodii, ale dopiero w wykonaniu Soundropsów mnie to naprawdę rusza. Nie wiem, czy to co napiszę, nie wywoła fali oburzenia ;) , ale wokal Lennona w tej piosence wręcz mnie wkurza. A przy paszczersowej wersji mam wręcz dreszcze i odlot! Pięknie!
 
 
Crazy


Dołączył: 14 Lut 2011
Posty: 1955
Wysłany: 2011-10-19, 08:47   

Wokal Lennona po 1970 roku ZAWSZE mnie wkurza. Dla mnie on śpiewa jak obojnak. Z dwojga złego (uznawanego za wspaniałe) to już znacznie wolę łkanie tego jęczyduszy z Radiohead :)
 
 
Crazy


Dołączył: 14 Lut 2011
Posty: 1955
Wysłany: 2011-11-06, 13:24   

Songs From Ventricles and Thresholds

1. A girl with no name (Byrds)
2. Yard of blonde girls (Jeff Buckley)
3. Could it be I'm in love with you? (Bee Gees)
4. This Morning (Blue Jays)
5. One white duck (Jethro Tull)
8. Go your own way (Fleetwood Mac)
9. I had to fall in love (Moody Blues)
10. What is life? (Harrison)
11. The last thing on my mind (Move)

12. Here without you (Byrds)
15. Helplessly hoping (Crosby Still and Nash)
16. Grief in my soul (Tim Buckley)
17. Lonely days (Bee Gees)
18. Mellow song (Blur)
19. Fill my eyes (Cat Stevens)
22. It's no use (Byrds)
23. I can't let go (Hollies)
24. The day we meet again (Moody Blues)


Przy okazji recenzowania "More..." napisałem:
Cytat:
na następnej kasecie kowerowej, czyli "Songs From Ventricles and Thresholds" będzie słychać jakąś całkiem inną nutę


Oj tak! Tak! Sprzężenia, szumy i migotania przedsionków. Ekspresja wokalna wyraźnie bardziej z trzewi niż ze strun głosowych. Jeżeli pierwsze Paszczersy wyrażały czystą radość grania muzyki, a drugie były po prostu ładne, to pozwolę sobie powiedzieć, że na Ventricles dochodzi do głosu ból istnienia.

Na początku nie do końca chciałem zaakceptować taką dziwność - chciałem żeby Soundrops po prostu ładnie grało. No i niby dalej grało; ale jest inaczej. To już nie eleganckie dźwięki i śpiewy z łagodnych łąk, które koją duszę i cieszą serce - to ciasne przedsionki i przykurzone progi, gdzie nie wiadomo, co się wydarzy. Dziś jest to chyba moja ulubiona płyta Soundrops w ogóle. Paradoksalnie, mimo że podobno zrodzona w bardzo konkretnych okolicznościach osobistych, okazuje się uniwersalna i ponadczasowa, a duszne struny, na których gra, trafiają w samo sedno mojej duszy również.

Jest tu kilka bezwzględnych highlightów, filarów, na których opiera się całość - punktów programu, na które za każdym razem niecierpliwie czekam:

Najpierw xesowe This morning, które potrafi zaprzeć dech w piersiach, nic a nic nie dziwi mnie pozycja tej piosenki na liście kowerów u Karoliny. Z oryginału została wzięta wybitna wręcz kompozycja, której walory zostały następnie uwypuklone, dzięki oszczędności aranżacji (w oryginale boleśnie patetycznej). Pozostał wprawdzie równie wstrząsająco patetyczny tekst, ale tym się w ogóle nie będziemy przejmować :) Każdy z trzech elementów piosenki sprawdza się tu na pięć gwiazdek: cicha zwrotka, podniosłe "long is the road..." i dynamiczny refren, który wręcz wgniata mię w krzesło.

Potem, na zakończenie strony A, The last thing on my mind, dla mnie utwór będący samym sercem całej płyty. Żaden inny nie oddaje tak doskonale całości emocji zawartych w tym materiale, jest to dla mnie utwór kompletny; również pod względem formalnym - w porównaniu do klasycznych paszczersów idzie o wiele dalej w poszukiwaniach, przy czym zachowuje i zalety klasyka (piękne brzmienie, dbałość o melodię), i odkrywa nowe tereny, rozbudowując formę i okraszając ją sprzęgającymi się dźwiękami, tak charakterystycznymi dla Ventricles.

Wreszcie trójeczka piosenek Helplessly hoping/ Grief in my soul/ Lonely days - zawsze na to czekam! :D Helplessly hoping jest piękne i uwielbiam nawet brzmienie samego tytułu :) , timbuckleyowe got ten thousand troubles and million woes! jest po prostu zakurwiste, że tak sobie pozwolę to określić :D Ten galopujący kowboj z zaczerwienioną z przejęcia gębą - coś pięknego! I Lonely days - nie ma co się powtarzać, absolutny manewrowy evergreen, a tu jeszcze wyjątkowo udane wykonanie, Morella aktywnie uczestnicząca (nieczęste to już było wtedy) i nieoczekiwanie (a jak subtelnie!) wyciągnięty z pokrowca flecik (czyżby różowy?).


To są highlighty - a co dalej? Sęk w tym, że na tej płycie niemal nie ma wypełniaczy!
Są utwory, które stanowią (tak to nazwę) dominantę stylistyczną, takie, że jak myślę "ventricles", to słyszę:
- zgrzytający Yard of blonde girls
- albo krążący po wysokich orbitach dźwiękowych Go your own way
- albo rozedrgane dźwięki It's no use Byrdsów (ech ta gitara na początku) czy koweru solowego Harrisona

a kiedy myślę "thresholds", to mam w głowie
- melancholijnego White ducka
- smutnego Xesa z I had to fall in love (zresztą kończący Day we meet... z niczym nie gorszy! spiętrzenia emocji są tam miejscami niesamowite)
- albo wzruszających Byrdsów w it's so hard being here without you.

Jest też kilka piosenek, które mogłyby być uznane za wypełniacze o tyle, że nie mają właśnie tak wyraźnego charakteru i po wysłuchaniu całości trochę o nich zapominam. Ale co? - beegeesowe Could it be I'm in love with you jest przecież superekstra :D ono chyba najbardziej z całych Ventriklów przypomina styl klasycznych Paszczersów, po prostu hura i jedziemy!, przez co stoi jakby z boku całości.
Otwierający Byrds na pewno mniej mi się wyróżnia od pozostałych dwóch (np. teraz nie mogę sobie przypomnieć, jak leci ;) ), ale bardzo mi się podoba i zawsze namawia do słuchania, co będzie dalej. I can't let go Holliesów - no dobra, to może być wypełniacz. Ale też mi się podoba.
Jedynym nieco słabszym punktem programu są dla mnie występujące po sobie (a niestety tuż po wymienionej na samej górze ulubionej trójeczce) Mellow song Blurów i Cat Stevens. Mellow song cierpi na jednostajność, a Cat Stevens na pewną nijakość, nie znam zresztą oryginału i nie wiem, z czego się ta nijakość bierze... ale to są dwie piosenki na mały minusik do pięciu gwiazdek :)

Jestem wielkim fanem Songs from vetricles and thresholds i jestem bardzo otwarty na rozszerzenie fanostwa dla wszystkich, którzy by chcieli dołączyć, ale nigdy nie słyszeli ;-)
 
 
Fengari 
terrorystka


Dołączyła: 19 Sty 2011
Posty: 1098
Skąd: ycjo suabo
Wysłany: 2011-11-07, 19:06   

Świetny post, Crazy! I aż pod jego wpływem pobiegłam posłuchać tej kasety, żywiąc najgłębsze przekonanie, że ją mam, choć zdziwiło mnie to co piszesz, o bólu istnienia, bo nie kojarzę takiego z żadnych około-paszczersów znanych mi. No, ale właśnie przekonałam się, że nie mam jej niestety, co wyjaśnia sprawę. :(

Ale skoro jesteś otwarty na rozszerzenie fanostwa tych, co nie słyszeli, to chętnie skorzystam i pożyczę przy jakiejś okazji, jeśli można! :)
 
 
Witt
arcy


Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 1747
Skąd: śąę
Wysłany: 2011-11-07, 21:03   

Mi się ten materiał mocno egzystencjalistycznie kojarzy... ;)
_________________
Słowianie na mchu jadali
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2739
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2011-11-07, 22:41   

hehe, pamiętam że na początku Crazy'emu ta kaseta się W OGÓLE nie podobała, a The Last Thing On My Mind w szczególe (dopiero jak ją raz zaśpiewałem w Krasnem, to powiedział, że nawet może coś w nim jest, bo na kasecie to tam wokal niknie :) )

dla mnie sercem tego wydawnictwa jest numer Go Your Own Way i jak sobie przypomnę o Thresholds & Ventricles to wpierw myślę o tym numerze, pamiętam jak go nagrywaliśmy z Siorą, taki chory zapłon...

ależ byłem wtedy chory na serce ;) ale warto było - myślę dziś, gdy to już się skończyło :)

* * *

w ogóle nagrywanie tego albumu zaczęło się dla mnie gdy pierwszego dnia ferii poszedłem na dłuugi spacer białymi ścieżkami niby nad Wartą, ale bardzo odbiegając od brzegu - w sumie nigdy już tam później nie byłem w tym miejscu, całość miałem już rozpisaną, ale może nabrałem sił

kaseta nie zaczyna się od Byrds, tylko od E E E, które wzięło się od jakiejś wymiany czatowej (Iza miała w niej udział) - zainspirował mnie, dość podobny jesli chodzi o ciężar gatunkowy album Lennona Plastic Ono Band, na którym jest tylko jeden żart, dość ciężki zresztą (wybuch wielkiego fajerweru pod koniec numeru Remember)

numer Byrds właściwie ujął cały album w pigułce - co też było jakimś podświadomym sygnałem: ta lapidarna piosenka jak najbardziej wystarczyłaby, jeśli coś jest dalej to tylko babranie się

już numer Jeffa Buckleya dał mi pewnego rodzaju chore spełnienie - zaciągnąłem do płyty plastikowy efekt na którym pisao SUPER FUZZ (należał do Pawła) - wystarczyło go podłączyć i generował odważne piski, trzeba było je tylko nieco skanalizować i było nawet jak Brylu, którego sprzężynki wtedy mocno promował odwiedzający nas Boski

ten sam efekt wyleciał ze sceny przy moim debiucie w zespole Budzego (Frantz mnie pogonił i pożyczył swoją podłoge), potem w BOKu nie było Frantza i musiałem na tym grać i wszyscy się śmiali (efekty w Misiach puszystych) - jednak tu na taśmie sprawdził się świetnie

w tym numerze jest jeszcze jakaś karkołomna harmonia na streets where Lala played (pewnie że Lala a nie Lola, wiadomo, czat), bardzo znamienna, bo nie wiadomo czy to geniusz, czy szaleńcze mary - wyszło oczywiście przypadkiem

w You Can Go Your Own Way pamiętam, że kłóciliśmy się z Siorą kto zaśpiewa te dopowiedzi w refrenie...

w Lonely Days coś się nie udało, więc trzeba było zrobic sklejenie - Siora mówi, daj tu na złączu jakiś noise, więc powiedzałem noise noise - dziwiła się, że nie pojołem, hehe

w Mellow Song dodałem jakieś fleciki w postprodukcji, ale nie jestem pewien czy słychać

Grief In My Soul rzeczywiście nagrałem w kiblu, bo stamtąd najmniej było słychać jak drę ryja, a to tonacja ponad moje skale teoretycznie

dla mnie jednak I Can't Let Go jest jednym z tych ważniejszych numerów - you do something strange to me, baby - jakie to pięknie łamiące się w środku (w oryginale)

The Day We Meet Again cudownie się ułożył w tych nakładkach, anioły jakby pomogły w miksie, bo przecież miksy robiły się same, ciekawe, że gdy to nagrywałem na kompie i miałem pełną kontrolę nad ścieżkami to to nie wyszło...

po pierwszym dniu nagrań nie mogłem się powstrzymać i opowiadałem na czacie - pamiętam jak pisałem Kajowi, że nagrałem jeden numer i potem do niego tańczyłem (Bee Gees) i z dumą opowiadałem Kacprowi o Jeffro Tull...

po zakończeniu pracy był ten słodki dylemat czy wysłać, oczywiście tak naprawdę nie miałem wątpliwości, taki ze mnie egoista

mimo wszystko miałem poczucie, że wzniosłem się przy tamtej okazji na jakieś - dość chore - wyżyny oczywiście w odpowiednich proporcjach tej całej mojej amatorki, ale są to emocje nie do otworzenia, nawet nie będę próbował robić wersji mptrójkowej, bo co - udawać, że ma się przebitą klatę?

może dob, że tamto miejsce pobytu zostało uwiecznione, bo wracać w tamte rejony mi się nie uśmiecha cha cha

E E E!
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Crazy


Dołączył: 14 Lut 2011
Posty: 1955
Wysłany: 2011-11-08, 07:50   

Lodge napisał/a:
może dob, że tamto miejsce pobytu zostało uwiecznione, bo wracać w tamte rejony mi się nie uśmiecha

pewnie, a czy nie taki jest w ogóle sens sztuki??? uzewnętrznić w postaci dzieła coś, co się ma w sobie, żeby i w jakiś sposób od tego się uwolnić? a przy okazji dać do tego dostęp innym i móc się podzielić.
Hej, to trochę jak z pierścieniami tolkienowskimi! Elfy przelały w swoje błyskotki część swojej potęgi i mądrości i dzięki temu one mogły potęgować - ale też dzięki temu stanęły jakby "na zewnątrz" ich samych. W przypadku pierścieni po to, żeby móc obficiej korzystać ze swoich mocy, w przypadku ventrikolsów może po to, żeby uwiecznić "tamto miejsce pobytu", a jednocześnie móc do niego nie wracać... ale mechanizm wydaje mi się taki sam :)

Pewnie, że na początku mi się niezbyt podobało! Tak, jak pisałem - chciałem żeby było ładnie i klasycznie, kasety "from the pastures" uważam za takie "live from the studio" z poddasznych manewrów - w sensie, że niby nagrywane parastudyjnie, miksy, nakładki, wiadomo, ale atmosfera jak z LIVE (MAQ powinien ich posłuchać, słuchał?). I trzeba było czasu, żeby się przestawić, że soundropsowe kasety mogą mieć też coś całkiem innego do zaoferowania.

Dzięki za insight, jak zwykle zwracamy uwagę na trochę inne momenty, ale to jest tym ciekawsze. Noise, noise! bardzo lubię ten moment :D
 
 
Witt
arcy


Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 1747
Skąd: śąę
Wysłany: 2011-11-08, 15:14   

Lodge napisał/a:
E E E, które wzięło się od jakiejś wymiany czatowej


Dodajmy, z kronikarskiego obowiązku, że po "e e e" jest DŹWIĘK SPUSZCZANIA WODY W KIBLU.
_________________
Słowianie na mchu jadali
 
 
Fengari 
terrorystka


Dołączyła: 19 Sty 2011
Posty: 1098
Skąd: ycjo suabo
Wysłany: 2011-11-12, 21:48   

Przypomniało mi się, że miałam dokączyć porównania oryginałów z mp3-kowymi paszczersami. No to kączę: :)

In Hiding - zaczyna się bardzo podobnie, ale potem różnice wychodzą na światło dzienne i instrumentalnie szala przechyla się na korzyść Genesis - mam słabość do skrzypiec i nic na to nie poradzę, choć mellotron w Soundropsach wiele wynagradza. Gdybyście zamiast sampli mieli mellotronistę i mogli zagrać ten motyw, pewnie wynagrodziłby mi wszystko. :) Za to wokal w oryginale robi się jakiś dziwny, bez wyrazu i emocji i zaczyna nużyć, a ta przypadłość Soundropsom nie grozi - i pod tym względem cover wygrywa o całe długości!

Crying Song - trudna sprawa, bo tu mamy tak zmyślnie połączone dwie piosenki w jedną, że nie sposób tego zauważyć. :) Ale jeśli chodzi o samo Crying song to nie umiem powiedzieć, co wolę. Stawiam znak równości. :) Natomiast oryginalne Scarlet Inside, zwłaszcza w wartwie wokalnej, ma jednak więcej subtelnej magii w sobie. Za to pojawiają się tam wstawki instrumentalne, które mnie nieco irytują, a nie ma ich na szczęście w Soundropsach.

The Gold It's In The... jakoś w ogóle nie podoba mi się ten kawałek, męczy mnie on. W obu wersjach chyba tak samo, znów postawię więc znak równości. Choć, co ciekawe, kiedy słuchałam tego wraz z całością paszczersów, nie zauważyłam tego męczenia, gładko dawał się przełknąć wraz ze świetną resztą, dopiero słuchając go na osobności, bez kontekstu, dotarło do mnie, że on jest taki... eeee... ;)

Tara - tej piosenki jestem w stanie słuchać tylko w wersji soundropsowej! Ale tu dochodzi do głosu mój generalny problem z twórczością Moyi, która jest, owszem, bardzo piękna, ale jednocześnie rozstraja mnie. Słuchając jej czuję się tak, jakby mi ktoś plątał jakieś cieniutkie struny w duszy na bardzo subtelnym poziomie, wywołując w ten sposób totalną wewnętrzną dysharmonię. W Soundropsach absolutnie nic z tego nie ma i bardzo dobrze!

Play For Today - oryginał instrumentalnie straszny, wokal tylko dobry. Za to soundropsowa wesja - rewelacja! Zagrane pięknie. Interpretacja zupełnie odmienna, w oryginale kryje się mnóstwo bólu, a cover to taki niebiański kawałek. Może i Gero starał się oddać emocje oryginalnego wokalisty, ale ja w jego krzyku słyszę przede wszystkim nadzieję i walkę, ból dostrzegłam dopiero po porównaniu z oryginałem.

All Cats Are Grey - oryginał intrygujący i tajemniczy. I już chciałam go okrzyknąć lepszym od covera. Ale... wtedy posłuchałam wersji soundropsowej w oderwaniu od reszty i dopiero wtedy doceniłam jej piękno i czar! Przy czym jest zupełnie inna niż oryginał i ostatecznie nie mam pojęcia, co wolę...

Ha Ha Said the Clown - jakie to radosne w oryginale! Soundropsowa wersja jednak coś traci... a tymczasem piosenka ma w sobie potencjał, który Soundropsy wiem, że mogłyby wykorzystać lepiej. Więc prowadzi oryginał, choć tam pojawiają się irytujące momenty w wokalu (rzadkie na szczęście).

Sparrow - Soundropsy! W oryginale z jednej strony, owszem, niedoścignione, mistrzowskie harmonie Simona & Garfunkla, ale z drugiej strony w tej piosence ich (któregoś z nich?) barwa głosu skręca czasem w rejony, których bardzo nie lubię. W Soundropsach tego problemu nigdy nie było, nie ma i pewnie nie będzie! A poza tym soundropsowe harmonie, nawet jeśli nie tak doskonałe, to jednak i tak wciąż piękne, a mnie tu poruszają nawet bardziej. A instrumentalnie cover jednoznacznie na plus.

Useless Information - podobne, ale Soundropsowe lepiej wchodzi i przyjemniej brzmi. I fajne wejścia Morelki! :)

It Happens Every Time - Tu jednak wolę oryginał. Lepszy instrumentalnie, w jakimś sensie wokalnie też, choć wolę głos Gera. No i porusza mnie dużo bardziej, a soundropsowa wersja męczy trochę (ale znów - w odosobnieniu, bo z całością paszczersów łykam!).

Terrapin - eee... to jest na pewno ta sama piosenka? ;) Oryginał w niczym nie przypomina covera!
Soundropsowa wersja o wiele żywsza, co w pierwszej chwili może budzić lekki żal za nastrojowością oryginału, ale na krótko. Cover jest znacznie lepszy i ciekawszy i w ogóle fajniejszy, no i bardzo dobrze, żeście to skrócili i to radykalnie! Oryginał przede wszyskim jest za długi, nic się w nim nie dzieje, tylko trwa i trwa i nudzi w końcu śmiertelnie.

Every Night - trudna sprawa... cover świetny, ale oryginał chyba jednak jeszcze trochę lepszy...czystszy i wyrazistszy. (z Soundropsów wolę wersję albumową)

When I Get Home - Soundropsy poruszają mnie bardziej, właściwie to dużo bardziej! :) I bardzo dobrze zrobiło tej piosence przyspieszenie tempa!

See My Friends - o rany, jaki miałczący wokal w oryginale i w ogóle flegmatyczne to, aż się odechciewa... Soundropsy o całe niebo lepsze!

Love Me 'till The Sun Shines - oryginał zmęczył mnie, Soundropsy znów lepsze.

Buy For Me The Rain - tu jednak oryginał. Soundropsowa wersja to taka 'moja' 'typowa sześćdziesiona', która ani mnie grzeje ani ziębi i donikąd nie prowadzi. Oryginał przez swoją bogatszą aranżację ma w sobie jednak coś więcej.

Nobody Needs To Know - W pierwszej chwili, jak usłyszałam oryginał, aż się uśmiechnęłam, tak bardzo Gerowy jest tam wokal w refrenie. :) I w refrenie postawiłabym znak równości między obiema wersjami. Natomiast w zwrotkach w oryginale wokal robi się bardziej poruszający i w ogóle wszystko jakieś subtelniejsze, więc znowu oryginał wygrywa, choć w sumie nie jakoś znacznie.

Solang Man Traume Nach Leben Kann - jak słucham tej piosenki, to pierwsze, co mi się rzuca w uszy to jednak ten niemiecki i trochę trudno skupić mi się na czymś innym, hehe... Porównanie z oryginałem jest tu też o tyle trudne, że na jutubie widzę chyba tylko wersje live, więc nie wiem, co tu wziąć za wzór. Ale o, teraz kliknęłam se w taką:
http://www.youtube.com/wa...feature=related
i chyba też wolę ją od covera, bo więcej się dzieje i więcej wyrazu ma.

Jak widać, mimo, że tym razem oryginałom zdarza się czasem wychodzić na prowadzenie, to generalnie znów zdecydowanie wygrywają Soundropsy! :)
 
 
Fengari 
terrorystka


Dołączyła: 19 Sty 2011
Posty: 1098
Skąd: ycjo suabo
Wysłany: 2011-11-21, 23:12   

Songs From The Daybreak

Crazy i Gero przy Ventriclach sporo pisali o emocjach i stanie ducha, co kazało mi zwrócić na nie większą uwagę niż dotychczas. Nie wiem, w jakim stanie ducha nagrywana była ta kaseta, wsłuchując się w nią słyszę wiele napięć i drżeń serca, a jednak odbiór całości, wrażenie, które pozostaje w pamięci, to jednak cały czas ta niebiańskość, nieziemskość, którą słyszę we wszystkich znanych mi paszczersach kasetowych. Jeśli jakiekolwiek troski stoją za tymi nagraniami, zostały przemienione w piękno i oddalone hen, na zawsze!

Bardzo lubię tego paszczersa, ale nie czuję się na siłach rozpisywać o każdej piosence, więc powiem tylko krótko co mi się tu najbardziej podoba:
Somedays :!: - aaaa, wymiękam!!! Przenika mnie na wskroś!
Oh, you can - piękne, a to wołanie 'love me' zdaje się dobiegać nie z tego świata! Ale to jest cover, czy kawałek Soundropsów?
A Simple Game - bardzo porywający numer!

Hehe, tak na marginesie, teraz słucham Songs From The Forest, a konkretnie Angela Angelina i tu właśnie przyuważyłam taki riff, który by się nadawał do wątku o cytatach (a nawet autocytatach), ale narazie nie mogę go tam wrzucić, jeszcze nie! :D ;)
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2739
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2011-11-22, 00:31   

Oh You Can to numer jak najbardziej Soundropsów :)
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Crazy


Dołączył: 14 Lut 2011
Posty: 1955
Wysłany: 2011-11-22, 22:32   

daybreak... chyba to mam, ale jakoś nie kojarzę, muszę przyznać.

słuchałem za to ostatnio Plains (facing the hills), które są miejscami bardzo fajne, chociaż wyraźnie słychać już, że to schyłkowy okres paszczersów. ale do recenzji jeszcze nie dojrzało!
 
 
Crazy


Dołączył: 14 Lut 2011
Posty: 1955
Wysłany: 2012-05-26, 06:45   

O, ale może niebawem dojrzeje :)

Tyle tam ładnych piosenek, Beautiful Daughter, Message to Mary, nowojorski chłopiec, Can't Tell The Bottom From The Top... a jeszcze przede mną za parę chwil John Riley oczywiście! No i Suita, i Flowers in the Rain!

Warto by coś napisać!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group