Strona korzysta z plików cookie zgodnie z info.

REMEMBER - jest opcja zmiany ustawien przegladarki :D

The Valley of Oblivion Strona Główna The Valley of Oblivion
The Soundrops official forum

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
"Podróż na Wschód"
Autor Wiadomość
otoKarbalcy


Dołączył: 19 Sty 2011
Posty: 2262
Skąd: ynawia
Wysłany: 2014-08-05, 08:11   

O tak! :)
_________________
Znitrz olimpijski nas prwAdzi
 
 
Witt
arcy


Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 1610
Skąd: śąę
Wysłany: 2015-10-04, 12:58   

Może pojawi się tu teraz nowy - trochę oftopiczny bo Lunowy - wpis? Bardzo jestem ciekaw jak to dziś tam będzie w Arenie! :)
_________________
Słowianie na mchu jadali
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2515
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2015-10-06, 00:01   

Wracamy z Dziesiątki z Królem, Maczkiem, Morelką i Bękiem i szybko lądujemy w nieco zmienionym składzie na Poddaszu przy pizzach i makaronie z serem pleśń i kurczakiem z Sorelli. Zauważamy z Królem Julianem, że Maczek wygląda kubeł w kubeł jak Kuba Podolski wczoraj.



Po królewskim obiedzie udaje mi się nawet zdrzemnąć, tak że z nowymi siłami i rezerwową gitarą Ot'ka wkraczamy w dobrze znane rejony Górczyna akurat wtedy gdy kończy grać Flapjack, jak się okazooje, ze Ślepym w składzie (trafiamy na siebie w korytarzu między garderobami). Szybko wracam przed scenę bo tam ma się zacząć projekt Za Wolność w którym ma mieć featuring Peja, a ostatnio zaśmiewaliśmy się z Whittkiem z jego dissów an Tede. Ale Peja miał wejść na sam koniec, a na początek coś niesamowitego - Luxtorpeda wychodzi niezapowiadana niczym zespół Dehaan i gra numer Za wolność dla kilku rzędów widowni, oczywiście gdy kończą grać ten numer, ludzi pod sceną jest dziesięć razy więcej ludzi. Peja rapuje z playbacku, na szczęście potem za to przeprasza i nie traci twarzy. Dzwoni Bwa:, że już jest, więc wręczam mu bilet dzięki uprzejmości Króla Juliana. No to teraz Grubson a potem my, więc idę na górkę przed Areną przygotować się do koncertu, tam dopada mnie telefon od Frantza: "gero, załatwiłeś rezerwową gitarę dla Budzego, to może ja przywiozę mojego akustyka dla ciebie na wszelki wypadek?" Pewnie... Za chwilę Maczek przechodzi przypadkiem z tragarzami i razem sprawdzamy czy Alinka rzeczywiście jest na Liście Gości. Zostawiam ich na parkiecie a sam kieruję się do garderoby, gdzie niechybnie dyskusja o uchodźcach a potem o degeneracji kultury europejskiej. Mimo że nie wszyscy stoją po tej samej stronie barykady, rozmawia się nam (to znaczy im, bo ja raczej się nie odzywam) tak dobrze, że nagle Natalia mówi: a czy wy już nie powinniście iść na scenę?

Okazuje się, że po popularnym Grubsonie, ktoś jednak pod sceną stoi... Szybko uwijam się z podłączeniem gitary, uff, to już na szczęście nie te czasy co za czasów upiornego koncertu na rynku w Gdańsku, gdy na 10 minut przed koncertem okazało się, że nie działa mi gitara (elektryczna) do dziś zresztą nie wiem co się stało, że nagle zadziałało... Wszyscy już stoimy, w takim towarzystwie czuję się spokojnie i pewnie. Król Julian powie potem, że to była jakby taka supergrupa jak 2TM2,3. I bez żadnej kozery powiem, że się zgadzam, nie że czuję się supermuzykiem, ale chodzi oczywiście o to, że nagle w jednej linii stanęło tylu zawodników oddanych sprawie, że to NIE MOGŁO NIE ZADZIAŁAĆ. To znaczy oczywiście mogło, mogło stać się tysiąc rzeczy psujących święto, no ale właśnie, była niedziela, w powietrzu pełno modlitw a w nas chyba żądza zobaczenia co się kryje za tym składem, nieoczekiwanym, nieracjonalnym, ale jak się okazało, całkiem zwycięskim...

W Halo halo Tom groźnie spojrzał gdy :oops: zapomniałem zaśpiewać harmonii w "dziewczyna stąd", ale już w tym numerze spadły ze mnie resztki zdenerwowania. W Echu z kolei zupełnie zapomniałem o "moody moody moody blues", ale nie zapomniałem o tym by nie dopowiadać szeptów po każdej linijce. Jest to jeden z tych nielicznych elementów na płycie, którym jestem zdecydowanie przeciwny, ku rozczarowaniu Króla Juliana, który uwielbia. Przez cały tydzień prób nie szeptałem w Echu ani razu, ale obiecałem Królowi, że specjalnie dla niego dopowiem "władcę much". Jakież moje zdziwienie, że i Tom się o te szepty upomniał... W Lunie jedno z moich najważniejszych zadań o ile nie najważniejsze: luna de Marija, chyba dobrze. Dzień bez duchów z perspektywy sceny niesamowicie zażarł, aż Frantz rzucił słówko euforii. UFO polubiłem na pięć gwiazdek dopiero podczas niniejszych prób, niesamowite jak inaczej te cztery dźwięki trzaska Rafał i jak inaczej Robert, to jest w ogóle magia, każdy dobry gitarzysta gra tę samą partię inaczej... W na niebie ciągły ruch sam jestem zaskoczony jak potężnie mój głos się niesie po hali. Serce orajt i wchodzi BEST SONG: Tren. Dla mnie absolutna kulminacja całości. Nie wiem jak było pod względem artystycznym, ale pod względem emocjonalnym jeden wielki bezłzawy płacz zupełnie bez goryczy, szkoda że ten tak długi przecież numer tak szybko się musiał skończyć. I w sumie nieważne, że cóż, nieczysto zaśpiewałem pierwsze aaa, bywa, mam nadzieję że w Niebie podkręcili kompresję...

Jak letni deszcz, jak zwiastun burz...

Umieraj zaczęło się od kiksu, ale wygrzebaliśmy się z niego orajt i przy gitarach elektrycznych wszystko było już jak trzeba, choć lekki niedosyt... W Wiośnie na wygnaniu grałem na shakerze i na sam koniec zacząłem dzikować co widać na zdjęciu Króla Juliana. Ale w końcu największa zagadka - co z tym numerem Beaty? Jakie szczęście, Litza nie kwapi się do żadnych tambów, a Tom każe mi... zaczynać. Nabijam rytm, Beata kiwa głową na tak i jedziemy. Jest ciężko i muszę podejść do Beaty, żeby nie wypaść (Amade gra tylko akcenty) Pospieszny aranż przewidywał, że Beata przerwie swoje solo i powróci w szybszym tempie. To się staje i teraz naprawdę muszę dać z siebie wszystko i opłaca się, bo wtedy nadchodzi BEST MOMENT. Gdy złapałem (chyba) odpowiedni flow, Beata się podjarała - wstąpił w nią muzyczny ogień. Nigdy wcześniej nie widziałem jej w takich iskrach, które wręcz namacalnie na mnie leciały. To były może cztery takty tak niesamowitego przejścia, że przeszedł mnie dreszcz jak za młodu, gdy wszyscy starsi ode mnie muzycy na tej scenie byli dla mnie jak niedościgłe anioły. A Beata jeszcze przyspieszyła tempa i teraz chyba już nie dałem rady, ale kątem oka widziałem, że Kmieta (któremu trafił się vibraslap) i Karol świetnie się bawią. Wspaniałe!!!



Potem jeszcze Dom - utwór, który ostatnio dołączył u mnie do ścisłej czołówki albumowej, ale który chyba trochę wypadł gorzej niż mógł, ja przynajmniej zaśpiewałem jakoś niepewnie. Za to Rafał zagrał świetne solo i jeszcze świetniejszą końcówkę... Potem jeszcze Aniela i koniec. Schodząc ze sceny wpadłem na Malea, który miał grać po nas, nie wiem czy mnie poznał, ale niedźwiedzia dał.

W garderobie upojno-zwycięskie vibesy, śmiechy i rozprostowania. Przebieram się w koszulkę Moody Blues i schodzę wykonać słoneczne esy i telefony. More thanks & cheers i niepostrzeżenie na scenę wchodzi TSA. Pierwszym numerem jestem zmieciony, świetny, soczysty sound, a Piekarczyk w formie niewiarygodnej - gdyby to byo na yt, to bym powiedział, że śpiewa z playbacku, wielki szacunek. Niestety w kolejnych numerach akustyk traci kontrolę nad głośnością i jest wciąż szacun, ale mniejszy komfort w uszach. Kilka nieważnych niezgrabności sprawiło, że została mi do zrobienia jeszcze jedna rzecz. Znajduję Roberta i mówię mu, że bez żadnego fanostwa to było dla mnie bardzo ważne, że z nim wystąpiłem na jednej scenie. Bardzo dobry moment na koniec bardzo dobrego dnia.

Gdy po raz ostatni wchodziłem do garderoby by się z niej wyprowadzić, minąłem się z Kasią Kowalską, i to dwa razy, niestety ani razu nie starczyło mi moresu by zapytać ją: chcesz ze mną chodzić? Minęłem się też znowu z Maleem, który rzucił mi nonszalanckie na razie, dzięki... Dobre podsumowanie Luxfestu :)

members of the expedition:
Tom - voc, guitar, tambourine
Litza - guitar
Frantz - guitar
Beata - percussion & glockenspiel
Amade - drums
Charles - keys & accordion & other percussion
Kmieta - bass & vibraslap
Gero - voc, guitar, other percussion



No i jeszcze oczywiście impreza z Królem Julianem po napisach końcowych na Poddaszu!
_________________
znów się będą rozbierać
Miss Natura wybierać
Ostatnio zmieniony przez Lodge 2015-10-07, 00:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
otoKarbalcy


Dołączył: 19 Sty 2011
Posty: 2262
Skąd: ynawia
Wysłany: 2015-10-06, 11:13   

Ale dobrze!!!
_________________
Znitrz olimpijski nas prwAdzi
 
 
cerkaria


Dołączył: 03 Lut 2011
Posty: 266
Wysłany: 2015-10-06, 12:23   

Ger,

ale ZAJEBIŚCIE!!!! :)
 
 
Król Julian XII


Dołączył: 11 Maj 2011
Posty: 96
Skąd: Skąd popadnie
Wysłany: 2015-10-07, 23:38   

Król Julian rzecze: Oglądajcie nieruchome obrazki, albowiem zdarza się, a czyni się to dosyć natczensto, że mogom stać się wówczas ruchome :idea:
Nie wpatrujta się za bardzo, bo może nie som to jakieś wyżyny fotografiki, ale wybrane nostalgiczno-optymistyczne wspomnienia z tego koncertu, czyli nizinki fotografii z obszaru sercowego... dożyłem akurat dnia, że ciężej mi jest pisać niż obrabiać i wrzucać zdjęcia, ale ale... przecież nie napisałem jeszcze ostatniego słowa, ani nawet zbytnio pierwszego, a przecież nie zdarza się zbyt często, że pierwsze ostatnim jest...
...więc zapraszam: TUTAJ!
_________________
http://www.wgrane.pl/34b7...3b489c25e365f0c
 
 
elsea


Dołączył: 12 Lut 2011
Posty: 880
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-10-08, 01:17   

Cudnie! :D

Obym jeszcze kiedyś mogła Luny posłuchać na żywo, zatęskniło mi się, aż własny post z UT przeczytałam ;-)

Gratulacje dla artystów!

PS w tym dla fotorelacji pięknej! :-)
_________________

 
 
otoKarbalcy


Dołączył: 19 Sty 2011
Posty: 2262
Skąd: ynawia
Wysłany: 2015-10-08, 09:38   

Król Julian XII napisał/a:
Król Julian rzecze:

Zaraz zajrzę do galerii, ale chciałbym docenić stylizację wypowiedzi. No, po prostu przeczytał mi tego posta w głowie prawdziwy Król Julian!!! Dzięki :D
_________________
Znitrz olimpijski nas prwAdzi
 
 
Witt
arcy


Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 1610
Skąd: śąę
Wysłany: 2015-10-08, 10:29   

Stylizacja? O czym ty mówisz człowieku? :)
_________________
Słowianie na mchu jadali
 
 
Magdalena Maria 
brutal


Dołączyła: 19 Sty 2011
Posty: 390
Skąd: upa
Wysłany: 2015-10-08, 15:04   

Lodge napisał/a:
Maczek wygląda kubeł w kubeł jak Kuba Podolski wczoraj.


O MATKO BOSKA FAKTYCZNIE.
_________________
uj
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2515
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2017-04-22, 10:01   

GRUNT TO BUNT
Budzy solo w Domu Kultury Oko - 21/4/2017

Nie chcę z siebie robić cierpiętnika, ale mogę uczciwie napisać, że nie pamiętam żebym od pierwszego słynnego występu z Armią w Krotoszynie (to już 12 lat! :shock: ) miał tak zdruzgotane serce jak teraz. Wtorkowy telefon od Toma, który zresztą dokonał się na ulicy Kossaka podczas mojego okrężnego powrotu z nagrywania w Radju, był zatem dla mnie skaraniem boskim in minus :) Nawet mi powieka nie drnęa gdy usłyszałem, że mogę za trzy dni zagrać w Budzym Solo na basie... Zgodziłem się chętnie, mimo że moje poprzednie podejście do tematu - Jarocin 2014 - skończyło się otwartymi (oczywiście dobrodusznymi) kpinami ze strony kolegów - gdy próbowaliśmy zagrać jakiś numer Izraela (zdaje się ci, którzy Jahwe ufają): mówili, że gram "rolnicze rege". Wyczekałem trochę, a potem tego samego dnia po południu powiedziałem tak od niechcenia Tomowi, że jakby co, to jestem chętny żeby grać na basie w projekcie Rimbaud... :mrgreen:

Już na ulicy Kościuszki ustaliliśmy z Tomem, że nie oczekuje ode mnie cudów, przyszedłem zatem do domu i włączyłem sobie "Lunę z Trójki" (dzięki Pablak, dzięki Witek) Jedna godzina próby wystarczyła mi, żeby wiedzieć, że dzięki Bogu na basie przez te kilka lat basu w Soundrops grać się nauczyłem i właściwie mógłbym od razu wejść na scenę - a powodzenie operacji piątkowej będzie zależało tylko i wyłącznie od mojej dyspozycji mentalnej - jeśli nie dam się zastraszyć wewnętrznym atakom, wstydu nie będzie.

W tym miejscu należą się ogromne podziękowania Pawłowi - bo ta mccartneyówka to przecież jego instrument.

Wiedziałem oczywiście, że głupotą jest ścigać się z Kmietą i Bananem, nie mówiąc już o Marcinie Pospieszalskim i wszystkie partie opracowałem po swojemu czyli in Paul McCartney style łamane przez kontrolowana amatorszczyzna style. Tylko w dwóch utworach nie wiedziałem zupełnie co robić i podparłem się partiami Kmiety (akurat w Radiu Rivendell okazały się najprostsze pod słońcem). Przy tej okazji podzielę się moimi doświadczeniami z wgrywaniem basu do Soundrops - bas jest dla mnie instrumentem najbardziej niewdzięcznym łamane przez najbardziej satysfakcjonującym (jeśli się przypadkiem uda go dobrze nagrać i robi to pompowanie) i może zaskoczenie: bas wydaje mi się generalnie instrumentem trudniejszym niż gitara.

Na szczęście nie poprzestałem oczywiście na tej jednej godzinie i na te trzy dni gitara basowa stała się moim instrumentem wiodącym, grałem nie tylko do Armii i po raz pierwszy naprawdę doceniłem to jak dobrym basistą jest... John Lodge :shock: Wiadomo, że im bliżej koncertu tym włączał się większy stresik, głównie na punkcie tego czy basik dobrze zabrzmi W noc przed koncertem jak za dawnych lat nie mogłem spać, welcome to the death televison! W końcu nadszedł piątek.

Gdy zadzwonił długo oczekiwany Karol, zamiast "cześć", powiedziałem: "wszelki duch...", a on na to: "Chrystus zmartwychwstał!" Pojechaliśmy autostradą i przyszło zbawienne potwierdzenie kilku przebłysków z tego tygodnia: odzyskałem świat (!), nawet te niemrawe wzgórza na skraju drogi i nawet ten wiadukt w kształcie dinozaura przyprawiały mnie o dawno nie byty zachwyt i ukojenie, najwyższy czas jechać w góry... W drodze rozmawialiśmy głównie o nowym zespole Karola, który nazywa się Rock and Fire, bardzo udane pierwsze nagrania, jeszcze o nich usłyszymy... Podróż na wschód minęła szast-prast, klub okazał się miły, a na scenie czekał obiecany piecyk basowy (wielkie dzięki dla organizatorów). Pierwszy sukces, udało mi się dobrze podłączyć kabel od omów, ale teraz miała przyjść kluczowa pora co nas urzeka - jak to zabrzmi? czy się nie skompromituję? uff... jakoś poszło, bas nawet nieźle stroił (oprócz najwyższej struny, ale i to potrafiłem... kontrolować)... Tom trochę naprostował jeden mój pochód w Halo halo (miał rację), ale przy Cudach poczułem coś więcej niż ulgę - po raz pierwszy usłyszałem jak mój bas naprawdę daje zespołowi podstawę i... pompowanie :) Może to będę robił na stare lata? Pump the love?

W garderobie super vibesy - Tom parodiował sceniczne pląsy Jaza Colemana i - sorry Smoku - Maxa Cavalery! :mrgreen:

Tuż przed koncertem wyszedłem po cherry coke (chyba już wątroba wyzdrowiała :) ) a napotkałem Witka... przed wyjściem na scenę kochane mordki Crazy'ego i innych... Uff jakoś poszło, w Radiu Rivendell moc zespołowego grania, Stasiek super brzmiał... Uwielbiam grać z Beatą, jest w pewien sposób nieobliczalna i bije z niej światło w czasie gry, cieszę się, że stałem koło niej i nawet kilka razy zawadziłem gryfem o talerz... Obiecałem Kropli, że zaśpiewam tytułową "Lunę" dla niej, przypomniałem sobie o tym gdzieś w środku utworu i może dlatego tak niesamowicie wyszła końcówka, gdy udały się nam z Budzym harmonie w nieco wyższych rejestrach niż zawsze... Bardzo czekałem na numer Serce - odkrycie zeszłorocznego koncertu Budzego w Cafe Misja, który oglądałem z perspektywy widza... słowa umieraj umieraj moje serce z kamienia, niech odrzuci cię zupełnie cały świat sprawdziły się w moim życiu bardziej niżbym chciał, ale liczę że po tej śmierci jest zmartwychwstanie, prawda Karol? Oczywiście było też trochę błędów, w Anieli i na początku Domu nie bardzo wiedziałem co grać, bo przygotowałem sobie bogate płynące partie, a widziałem, że Budzemu nie o to chodzi, więc poprzestałem na punktowaniu D, A, D... W Anieli chyba się to nie sprawdziło, za to w Domu tak - trzecia zwrotka i coda, to było jakieś święte dla mnie... muszę się jeszcze nauczyć bardziej grać ciszą, nagle zrobiła się jakaś nowa wielopiętrowość w tym pięknym numerze... W UFO założyłem ciemne okulary i machałem gryfem, na cześć pomnożonej przez ten koncert radości i innych dóbr :) Ogółem - nie przyniosłem wstydu! Chyba pokonałem to co Tom nazywa demonem :) Chociaż... Po koncercie na fali zwycięstwa bardzo chciałem napisać esa do Ewy o tym, co się właśnie wydarzyło, ale... jednak nie napisałem.

W nocy wracałem z Beatą i słuchaliśmy nowej płyty Wolf Spider i najnowszych demówek - bardzo fajna muzyka, do której na pewno wrócę, świetne kompozycje, bogate melodie i dużo zwrotów akcji na minutę, no i do tego te hipnotyczne światła nad autostradą. Tak, udało się odzyskać świat, na pewno... I jeszcze jedno udało się odzyskać - ten zespół. Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że zespół muzyczny to nie dźwięki tylko miłość braterska między muzykami. Było tego wczoraj bardzo dużo w Budzy Solo, a jeszcze do tego miałem okazję podpatrzeć jak do siebie dzwonią i jak się o siebie troszczą muzycy Rock and Fire i Wolf Spider. Za to jestem jeszcze bardziej wdzięczny niż za skądinąd ukochane harmonie w Na niebie ciągły ruch (swoją drogą, przyznacie, że końcówka tego numeru to był czad!) :)

dzięki Tom, dzięki Paf, dzięki Charles, dzięki Rozen-eins, cwaj, drei-gowa, dzięki Stash, dzięki everyone

all glories to the Holy Trinity :)

P.S. właśnie dzwonił Witek i powiedział, że Monika też była - ja ze sceny widziałem tylko pierwszy rząd, jaka szkoda, że nie widziałem Cię, LOVE
_________________
znów się będą rozbierać
Miss Natura wybierać
 
 
Żur ptak
kornik polny koronny


Dołączył: 29 Sty 2011
Posty: 990
Skąd: z koronnych pól
Wysłany: 2017-04-22, 14:04   

Noszlaaaghhh, to było wczoraj w Warszawie?!!...
_________________
jestem supłem tu
[ale] to nie jest happening
 
 
Stój, Halina!
Wall-R'Us


Dołączył: 08 Cze 2011
Posty: 622
Wysłany: 2017-04-22, 20:55   

Załuję, że się nie zdecydowałem, ale byłem tak wykończony nerwowo po całym tygodniu i tak mnie potężnie napieprzał łeb, że zarzuciłem tlący się pomysł na wycieczkę do miasta. Było trochę ochoty, nie wyszło z wolą.
_________________
When in doubt, relax, turn off your mind, float downstream.

GREETZ FOR THE CROAK'ERS!

 
 
Witt
arcy


Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 1610
Skąd: śąę
Wysłany: 2017-04-22, 22:01   

Świetny koncert!
_________________
Słowianie na mchu jadali
 
 
Charczący Wuj 
szpieg argentyński


Dołączył: 27 Mar 2011
Posty: 417
Skąd: Comodoro Rivadavia
Wysłany: 2017-04-23, 19:39   

Dzięki za tę relację (mocno osobistą, a zarazem pełną zewnętrznych szczegółów).
_________________
natarczywy pewien facet
chciał mi sprzedać kilka taczek
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group