Strona korzysta z plików cookie zgodnie z info.

REMEMBER - jest opcja zmiany ustawien przegladarki :D

The Valley of Oblivion Strona Główna The Valley of Oblivion
The Soundrops official forum

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
The Best Odd The Soundrops
Autor Wiadomość
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-10-21, 21:28   The Best Odd The Soundrops



w zeszłym miesiącu oddaliśmy na streamingi nową składankę Soundrops

pomysł był taki, żeby wszystkie utwory były w miarę możliwości w wersjach alternatywnych lub choćby podrasowanych dźwiękowo

na naszej stronie na Fejsie piszę szczegółowo o postrzególnych numerach, może i tu kogoś zainteresooja

https://www.deezer.com/us/album/177018552
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-10-21, 21:31   

The Best Odd Soundrops 1/22 - The Choice

Gero - śpiew, gitara Cort (2006), gitara Furch (2014), sample melotronu, produkcja (2014, 2020)
Morelka - śpiew
Sebastian Witkowski - realizacja + produkcja (2006)
Paweł - produkcja (2020)

Zwrotkę tego dość zgrabnego utworu wymyśliłem pod koniec sierpnia 1993, trochę jako obrona przed dwoma bardzo złymi wiadomościami, które mocno ukłuły w jeszcze niezbyt lotne 17-letnie serce; gdzieś w listopadzie dostawiłem do tego refren. W tamtym czasie byłem pochłonięty pisaniem materiału na DWUPŁYTOWY (tzn. dwukasetowy) album "Calling the Past" i nie zwróciłem większej uwagi na ten akurat numer, będący w moim pojęciu gdzieś w środku stawki tracklisty na wspomniane wydawnictwo. Ale już wtedy, czyli w trzeciej klasie, i Adam, i Paweł wypowiadali się o nim zaskakująco ciepło.

Z perspektywy 27 lat (cooo???) widzę co jest w nim zgrabnego: zwrotka jest dość konserwatywna harmonicznie, oparta na dziesiątkach podobnych "schodzacych" progresji, ale jednak nie do końca szablonowa; natomiast refren pełen jest nieprzystających do siebie akordów i wtrąconych sekst i septym, ale też nie jest w tym bardzo manierystyczny - a połączenie jednego i drugiego zrobiło z niego - mam nadzieję - "a minor classic".

To o melodii - pierwszy tekst był, no cóż podobny do innych z okresu liceum, puchaty i pustawy, taki tam wypluw nieskoordynowanych emocji o posmaku werteroskim 😉 W kulminacyjnym momencie stało: "and now you know/you will not fall", co było oczywistym zaklinaniem rzeczywistości bez zanurzenia właśnie w niej.

Na pierwszym roku studiów, gdy już co nieco więcej wiedziałem nt. języka angielskiego, mocno przerobiłem oryginalny tekst i poszedł on w kierunku rozważania o stałości uczuć opartej na wyborze/decyzji. Zawsze podkreślał ten aspekt Paweł, ja jakoś zawsze byłem bardziej hm "intuicyjny", na swoją własną zresztą niekorzyść, żeby nie powiedzieć: zgubę.
No i taki się zrobił ten numer - niby mój, ale jednak nie o mnie... Takie samo było też jego nagranie w studiu SP w Warszawie, w roku 2006 (znowu dziękuję wszystkim darczyńcom, którzy zrobili mi wielki prezent na długo zanim modne stały się różnorakie fandrejzingi). Gdy weszły chórki Morelki w drugiej zwrotce stało się jasne, że to one są głównym walorem tego całkiem fajnego numeru (pamiętam jak producent Sebastian kazał jej poskakać przed nagraniem, bo w pierwszym tejku było nieczysto, opłaciło się!) Pamiętam też moment jak wtrąciłem mylnie jeden dźwięk (po pierwszym "who do you look for...") i potem zażądałem jego wymazania, na co Sebastian i Morelka żywo zareagowali, że nie, jest świetny i myśleliśmy, że tak miało być. Rzeczywiście, całkiem zwinna noota...

Jak już wielokrotnie wspominałem, tam na miejscu nie słyszałem, że gitara nie stroi. Na Poddaszu dodałem strojącą gitarę i sample melotronu... Wciąż mnie mierzi ta pierwsza zwrotka... Podczas obrabiania tego na niniejszy album poddałem nawet, żeby wywalić ją w cholerę no ale jak... Paweł postukał się metaforycznie w czoło... Próbowaliśmy zbić niestroje efektem tremolo, stąd wrażenie pewnego rodzaju sonicznej szklanki, jeśli by się bardziej wsłuchać... No nic... jest jak jest.

Może to nie jest najlepszy pomysł żeby zaczynać Best Of od niestrojącej gitary... Ale druga część tego utworu z nawiązką rekompensuje tę ujmę z początku. No i takie coś dobrze podsumowuje całość repertuaru The Soundrops, który zawsze w jakiś sposób dotykał spraw prześwietlania ciemności, wyciągania się w górę z porażek i niepowodzeń, no i szukania nadziei - matki mądrych. Mniejsza z tym, gdy wchodzą chórki Morelki, cały numer przemieszcza się w jakąś inną rzeczywistość, prawie jak z klasycznych utworów Moody Blues, które jak wiemy opowiadają o Królestwie Niebieskim.

Czuję, że może być tak że jak ktoś przetrzyma tę nieszczęsną pierwszą zwrotkę, być może zostanie z nami na zawsze.

Wiadomo, że dużo numerów Soundrops jest na hm jedną nutę, ale ten jest mocno inny - a nie zapowiadao się!

Miłego odsłuchu!

cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ...

The Choice (mix z Best Odd) na YT:
https://www.youtube.com/watch?v=dr2USRaSDTI
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-10-21, 21:35   

The Best Odd Soundrops 2/22 - One More Time Up

Gero - śpiew, gitary, bas, instr. perkusyjne, czajnik
Morelka - śpiew
Paweł - śpiew

Moim pierwszym zespołem była istniejąca na poły w rzeczywistości, na poły w imaginacji formacja The Bagers, dla której wymyślałem regularne piosenki z "norweskimi" tekstami. Ten tutaj słoneczny numer kojarzy mi się ze strychem w Swa, na którym ukrywałem przed Siorą mój pierwszy instrument: chciałoby się rzec melotron, a to była aż odziedziczona po Dziadku Stachu - ponoć utalentowanym multiinstrumentaliście - mandolina. Jakieś półtora roku zabrało mi doszczętne zniszczenie tego cennego instrumentu, ale zdecydowanie spełnił on swoje zadanie, pomagając przyzwyczaić palce do różnych rowków na gryfie i wymyślić parę melodii, takich jak ta.

Przez długie lata w ogóle nie przyjmowałem tej piosenki do wiadomości, bo jest strasznie uboga harmonicznie (właściwie przez cały czas dzieje się tylko jeden akord, dlatego po latach dodałem solo w innej tonacji). Ale kiedyś - dla żartu - śpiewałem Witkowi kilka z tych może czterdziestu utworów z podstawówki, które zapamiętałem (począwszy od Long Long Time Ago z piątej klasy) i WItek zwrócił uwagę, że one są bardzo świeże pod względem melodii. No i rzeczywiście - ten tutaj (też chyba z piątej klasy) ma dość rozbudowaną falowaną melodię w zwrotce , całkiem niegłupią.

W "oficjalnej dyskografii" zespołu The Bagers ten utwór nosił - wilka razy kilka - tytuł (lub raczej jatuł) "One More Time An". To akurat łatwo mi wytłumaczyć - pamiętają Państwo ten utwór Beatlesów You Can't Do That i frazę "Do I have to tell you ONE MORE TIME I think it's a sin?"? Oh yeah!

Gdy w roku 2012 zabieraliśmy się za album "August" ten numer się nawinął, no i był kłopot co zrobić z tym "An" w tytule. Była pokusa by zamienić to na "Ann", ale w końcu ustaliło się "Up". Jak na jednowersowy refren chyba całkiem zgrabne. Może oznaczać decyzję o wstaniu z łóżka rano. Może też - (tego nie wstawiłem na Fejsa) - oznaczać jedyną w dyskografii Soundrops wstawkę natury seksualnej, ale zaręczam, że było to niespecjalnie.

Nowoczesna wersja jakoś sama się zrobiła, nie ma co o tym gadać. Siora wgrałana wierzch fajne chórki, a w zeszłym miesiącu dograł się jeszcze Paweł i gwiżdzący w tonacji E czajnik, którego musiałem tylko nieznacznie dostroić.

Gdzieś na YT jest też całkiem dorzeczna wersja live.

Przy przejściu do solówki zostawiłem w jednym miejscu "one more time an" (a może nawet "Ann"?), na pamiątkę starych dobrych czasów na strychu, gdzie jakoś udawało się złapać chwilę w garść.

Miłego odsłuchu!

cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ..

One More Time Up (the Odd mix):
https://www.youtube.com/watch?v=e_F6k-UmsYo
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-10-21, 21:36   

The Best Odd Soundrops 3/22 - Long Summer Days

Gero - śpiew, trzy gitary basowe i jedna elektryczna (może miejscami dwie)

Zespół Moody Blues ma całkiem zgrabny i całkiem nieznany numer Long Summer Days. Gdy pisałem swój, jeszcze nie zauważyłem, że akronim tytułu układa się w litery LSD. O ile wiem, nikt o to Haywarda nie spytał. O ile wiem, i mnie nikt o to nie spytał, ale na wszelki wypadek odpowiem, że ten - jak i jakikolwiek inny numer Soundrops - nie ma nic wspólnego z narkotykamy.

Najpierw był tekst, napisany - i owszem - pod koniec LATA 2011. Mimo, że był to raczej ten z rodzaju wypluwu emocji niż jakiegoś wielkiego pomyślunku, wypadło całkiem zgrabnie. Pierwsza zwrotka jest o radości oczu, krajobraz reprezentowany jest tu przez to co zwykle czyli pola i pociągi (wers "train slowly train" to parafraza tytułu jednej piosenki Tima Buckleya). Druga zwrotka jest o radości serca, nie wiem dlaczego tak, ale reprezentowana jest ona przez Rebekę Hall i Dżesikę Albę, tzn. wiem dlaczego akurat te dwie, ale skąd ten pomysł? Fajne. Trzecia zwrotka traktuje o radości ducha, i to niezbyt spodziewanej. Wszystko to układa się w niezbyt charakterystyczną caość, pełną ognia i nadziei, choć niewybuchowej.

Jeszcze bardziej niespodziewana jest warstwa muzyczna. To bodajże jedyny znańszy numer Soundrops, w którym nie ma ani harmonii wokalnych, ani ani kropli gitary akustycznej 😉 A jednak nie jest to jakieś kuriozum, czyż nie? Pomysł na to wpadł gdy męczyłem się z o wiele gorszym numerem Forever Clouds i dla wytchnienia zacząłem sobie pykać na basie - minęła może godzina i wszystko już było gotowe, utwór i nagranie. Ale mimo że tak szybko poszło, dzięki tym trzem basom jest słuszne wrażenie jakiejś głębi, mam nadzieję.

Na Forum zespołu Armia, w głosowaniu na najlepszy numer Soundrops wygrał właśnie ten. Nie jestem wielce zdziwiony.

Był dość fajny "teledysk" z kuchni na Poddaszu, ale w tej wersji Augustowej było mi paradoksalnie coś za mało niskich częstotliwści, więc potem zrobiłem bardziej huczący mastering.

Miłego odsłuchu!

cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ..
Long Summer Days (Odd Version):
https://www.youtube.com/watch?v=jMUOztMFxcA
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-10-22, 23:16   

The Best Odd The Soundrops 4/22 - The Larch

2006: Gero - śpiew, gitara; Morelka - śpiew, djembe
2020: Gero - śpiew, gitara, bas, perkusjonalia, flet
produkcja: Sebastian Witkowski (2006) i Gero (2020)

Bardzo bardzo ważny numer, z którym wiąże się dużo, dużo opowieści...

Piosenka powstała w drugim półroczu trzeciej klasy liceum, mam nawet oryginał tekstu z datą 10 III 94, co samo w sobie jest nostalgiczne, bo od czasów studiów zapisuję takie rzeczy tak: 10/03/94.

Tekst na pewno zainspirowany był trzecim odcinkiem Monty Pythona (dla mnie pierwszym), który był wtedy nadawany w telewizji poniedziałki po Teleexpressie. Wszyscy Triangelsi byliśmy Pythonami zachwyceni z nutką rozczarowania, że nasze "sucharowe"poczucie humoru okazało się jednak wtórne. Od razu miałem bardzo klarowny pomysł na piosenkę, która miała być o modrzewiu, który uparł się i nie zrzucił igieł na zimę na ziemię.

Muzyka przyszła i przeszła jakoś bez historii tak, że nawet nie zauważyłem, że to utwór z tej lepszej półki niż większość pozostałych. Rok szkolny 1993/94 był moim apogeum twórczym, napisałem wtedy dwa "solowe" albumy - dwukasetowy Calling the Past i jednokasetowy The Larch; wszystko w celu odzyskania mojej pierwszej dziewczyny - i od tych wszystkich piosenek dostałem lekkiego zawirowania w głowie. Ale na szczęście byli koledzy z zespołu. Mam mgliste wspomnienie odegrania im - osobno - tego numeru na przerwie i i Paweł, i Adam zgodnie choć nie równocześnie powiedzieli coś, że "dobrze podsumowuje twój styl". O, fajnie.

W czerwcu graliśmy nasz pierwszy ważny występ poza szkołą, na jakimś przeglądzie młodych talentów w Eskulapie. Koncert miał być w poniedziałek, a na sobotnią próbę jechałem ukłądając sobie w tramwaju aranżację tego utworu na trzy głosy i nasze trzy liche instrumenty. Ta ryzykowna szarża (mogliśmy przecież odbębnić to co zawsze) przyniosła bardzo miłe rezultaty, od tamtego koncertu utwór wszedł do naszego tzw. żelaznego repertuaru. Na jednym występie w 1997 nie był uwzględniony w setliście, ale jakoś się narzucił w rozwoju wydarzeń i zagraliśmy go bezbłędnie bez próby. Dopiero kilka lat później zauaważyłem, że refren w dużej mierze yyy odgapiłem od Moody Blues 🙂

Dużo było nagrań tego numeru, zarówno Triangelsowych, jak i Soundropsowych. Gdy nagrywaliśmy w studiu SP, oczywiście sam się narzucił, ale wyszedł jakoś mało zielono - Sebastian męczył się z tym numerem najbardziej ze wszystkich, a gdy potem Boskey powiedział, że [ten album] "nie brzmi jak Soundrops", pomyślałem, że dużo w tym racji, zwłaszcza w odniesieniu do własnie tego numeru.

Na YT są od dawna dwie wersje - jedna credited to Soundrops, w której "teledysku" wygłupiamy się z Pawłem na Cytadeli i druga credited to Round Triangle, w której teledysku wygłupiamy się z Witkiem i Crazy'm w Tatrach Zachodnich. Obie są zacne, ale pomyślałem, żeby do niniejszej składanki jednak zrobić coś z wersją 2006. I choć bardzo często manipuluję przy starych wersjach dogrywajac do nich to i owo, tym razem, gdy dogrywałem nowe chórki do starych wokali, miałem wrażenie mocnej schizofrenii. Ale szybko minęło. Osiągnęło się coś chaotycznego i dzikiego, oczywiście gitary z 2006 nie stroją, ale o dziwo ta nowa wersja jakoś najbardziej oddaje młodzieńczo steranego ducha-ha-ha liceum. A pamiętam go bardzo dobrze, więc wiem co movie.

Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ..
The Larch (Odd Version):
https://www.youtube.com/watch?v=4bP9Upf4USQ
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-10-24, 14:06   

The Best Odd Soundrops 5/22 - Burn the Dark

Główny motyw powstał jeszcze w roku 1992, w tych pięknych czasach, kiedy jeszcze przynosiło się gitary do szkoły i grało do bólu na przerwach. Wymyśliliśmy go z Pawłem na parapecie w korytarzu przed naszą magiczną salą 122. I tak przez parę lat niezobowiązująco go sobie pykaliśmy, wśród innych pomysłów, które nigdy nie rozwinęły się w pełnoprawne piosenki typu "Sielanka" czy "Góralska". Niniejszy numer miał wtedy nazwę "S.L.U.M.S", która ukrywała m.in. nazwę bardzo dalekiego miasta, w którym znajdowały się pewne bardzo bliskie osoby i inne takie.

Pod koniec najdłuższych wakacji w życiu, czyli między maturą a początkiem studiów, jakoś bezboleśnie dokleiłem do tego naszego tematu całą dość pokaźną piosenkę. Jest to jeden z naszych najbardziej "rockowych" pod względem formalnym utworów , niepozbawiony rozwiązań szablonowych, ale z kilkoma bardzo triangelsowymi pod względem harmonicznym wstawkami (głównie w cichszym interludium).

Muszę trochę opowiedzieć o tekście, bo był on pierwszym z mojej - ciągnącej się potem przez parę pierwszych lat studiów - "fazy religijnej". Właśnie "religijnej", niestety, jeszcze nie "duchowej" ... Jeszcze więcej tu rozwiązań szablonowych niż w warstwie muzycznej: "try to see a miracle in each trembling leaf" - jakie to banalne, "try to praise the Lord with every trembling breath" - jakie to na wyrost... No i jeszcze te tanie morały w refrenie, przykazania rodem z Harlequina, "tell the one you love you love"...

Jeśli jednak zdecydowaliśmy się umieścić ten utwór na naszej bądź co bądź flagowej internetowej skła (let's) dance, to jednak uznaliśmy chyba, że całość jakoś broni się czystością neofickich intencji. Po latach najbardziej wzrusza mnie linijka "all you need is faith and hope and love" desperacko próbująca połączyć "duchowosć" beatlesowską z katolicką 🙂 Pamiętam jak pierwszy raz grałem to Pawłowi, w pustej sali naszej byłej już szkoły (przyszliśmy juz jako studenci w odwiedziny we wrześniu czy czymś, bo miałem tam szemrane interesy...) - zapytał z całą powagą czy ta ostatnia zwrotka jest na serio.

W okresie studiów graliśmy to z Triangelsami na sposób bardzo rockowy, z przesterowanymi gitarami w podkładzie, z Soundropsami zresztą też, jak pokazuje niejedna wersja z YT. Absolutnie nie przekładało się to jednak na warunki amatoskiego nagrywania domowego, musieliśmy więc nieco spuścić z hard-rockowego tonu. Oczywiście nie brzmi to tak jak powinło, ale...

No właśnie, tyle tu napisałem krytycznych rzeczy, ale nie da się ukryć, że jest w tym numerze coś - mam taką nadzieję - zaraźliwie ujmującego...

skład:
Gero - śpiew, gitary elektryczne i akustyczne, perkusjonalia, sample melotronu udające wiolonczelę
Paweł - śpiew, gitary akustyczne
(chyba nie wgraliśmy basu, błąd, ale i tak to trzeba będzie nagrać kiedyś lepiej)
(właśnie, były wersje koncertowe tego numeru i The Larch z wiolonczelą w podstawie, brzmiało to cudownie - może jeszcze w tym świecie, a może w następnym będziemy mieli (znowu) wiolonczelist(k)ę w składzie, Magda dyskretnie dokładała do naszej muzyki nowe królestwa)

Miłego odsłuchu!
G.

cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ..

Burn the Dark (Odd Version):
https://www.youtube.com/watch?v=Z5jgZQ_gEjc
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-10-29, 00:23   

The Best Odd Soundrops 6/22 - Into

Jeśli któryś numer mógłbym nazwać "objawieniem" (dla mnie) niniejszej składanki, to byłby ten. Wiedziałem, że chcę go umieścić, bo kiedyś przez w sumie przypadek zrobiłem wersję alternatywną tej piosenki (dogrywając dodatkowy wokal i klawisze), ale nie spodziewałem się, że tak dobrze przegryzie mi się ze starszymi numerami.

Piosenka "Into" pochodzi z albumu pt. Love Love 2. Nie jest to najlepszy album The Soundrops - piosenki bywają drętwe i jękliwe - ale być może dla mnie najważniejszy. Zanim powstał, zdołałem się przez włąsna głupotę doprowadzić wręcz do szaleństwa na mieliznach na pograniczu rzeczywistości duchowych i uczuciowych, pamiętam taki wrześniowy weekend, który... Na szczszczęście wpadł mi wtedy do głowy pomysł na nagranie drugiego albumu w tym samym roku i po kilku tygodniach płyta się "ukazała" a ja właściwie wyzdrowiałem. Zostało mi z tego okresu mocne przekonanie, że z każdym cierpieniem można i należy wziąć się za bary aż do jego przekroczenia. Bo wcześniej właściwie uciekałem. Piosenka "Into" mówi o tym w sposób w miarę klarowny: worries into prayer/weakness into strength/teardrops into wine/suffering into love... A więc nie ucieczka, albo zostawienie spraw samym sobie, ale przemiana. W praktyce sprowadzało się to czasem do tego, żeby - przywołując metaforycznie "Afonię i pszczoły"- zamaszerować smutek aż przeszedł. Albo w inny sposób. Prymitywne, ale najważniejsze, że skuteczne.

Ledwo z tego wyszedłem, a tu okazało się, że to tylko przygrywka do wydarzeń roku 2020... No i znowu ta sama procedura na uciski wewnętrzne i zewnętrzne, choć tym razem ciężar na piersi przechodzi (żeby nie powiedzieć "odmaszerowuje") dużo trudniej. Innego wyjścia jednak nie ma. Życie po czterdziestce nie jest fajne, choć może być bardzo piękne, jak sądzę. No to jedziemy: worries into prayer...

Bardzo się cieszę, że udało się ten utwór zwieńczyć pasażem instrumentalnym jakby wziętym z liceum, co stawia piosenkę Into w ciekawej kontrze do tamtych Larczów i innych. Wtedy bym to pewnie odrzucił jako sztampowe, teraz zabrzmiało jak przeszłość wycyzelowana do rozmiarów jakiegoś pomnika (oby nie nagrobku hehe). Gdy wróciłem z wyjazdu z Witkiem i Crazy'm w Tatry w zeszłym roku, potrzebowałem jakiegoś fajnego numeru do ilustracji Witkowych zdjęć, no i podejrzenie padło na ten numer. Dograłem do niego organy z pożyczonego przez Pawła syntezatora i ta coda zabrzmiała pełniej, jak jakaś nagroda za stanięcie do walki.

Gero - gitara i śpiew (2017), harmonia wokalna, shaker, syntezator i sample melotronu (2019)
Miłego odsłuchu!
G.

cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ

Into (Odd Version):
https://www.youtube.com/watch?v=H87i2N0tUms
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Crazy


Dołączył: 14 Lut 2011
Posty: 2010
Wysłany: 2020-10-29, 17:52   

Ojej dawno mnie nie było a tu takie!
Super, będę słuchał!
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-10-30, 00:23   

zrób na końcu listę z tych wszystkich dwudziestu dwu :)

_____

The Best Odd Soundrops 7/22 - The Seat of Seeing


Kolejny utwór ze wspomnianego ostatnio albumu "Love Love 2", opisujący ten moment wychodzenia z choroby, gdy patrzy się na świat nowymi oczyma i widzi się więcej. Niestety dobrze zapowiadający się temat ugrzązł w fatalnym tekście, pełnym mentorskich wtrętów w zwrotkach i pięknoduchowstwa w refrenach plus jeszcze to "subliminalne" epatowanie imieniem Adresatki... Proszę jednak wybaczyć 41-letniemu młodzieńcowi targanemu niezdrowymi porywami i pozwolić wytłumaczyć trzy lata później o co mniej więcej chodziło 🙂

Gdy siedzieliśmy nad ostateczną wersją składanki The Best Odd the Soundrops i nieskładnie opowiadałem Pawłowi o tym numerze, ów zapytał raczej ujmująco czy chodzi tu o jakieś doświadczenie mistyczne. Nie, nigdy takowych nie miałem, co najwyżej - jak każdy jak sądzę nadwrażliwy człek - zwyczajne światowe zachwycenia, jak u Joyce'a, świeckie epifanie natury psychologicznej a nie duchowej, pojawiające się zazwyczaj przy wychodzeniu z jakichś większych napięć. Takie coś pojawiło się u podstawy piosenki The Seat of Seeing, o dziwo bez związku jak to zwykle bywało z jakąś tajemniczą górską czy leśną krainą, tylko ot tak - wyostrzenie wewnętrznych kontrolek i rozszerzenie perspektywy widzenia spraw, nic wielkiego, małe postąpienie w dojrzałości.

Cenię album "Love Love 2" za dwie sprawy. Po pierwsze uporządkował trochę moje podejście do kwestii cierpienia. To paradoksalne - niby mam życie usłane różami, siedzę sobie na Poddaszu, nagrywam nowe piosenki i kupuje nowe płyty, a tak naprawdę od zawsze jakoś sobie nie dawałem ze wszystkim rady, sprawy, które po innych spływały (nawet tak trywialne jak hałas na lekcjach w szkole i wyjścia nauczycieli z hukiem) we mnie zostawały i ropiały. Oczywiście z biegiem lat było coraz trudniej rozplątywać te sznury i przed nimi uciekać, no i dobrze, bo musiałem zostawić naturalną dla siebie "teologię" hippiesowską, czyli uciekanie przed rzeczywistością w daydreaming lub narkotyzowanie się muzyką i stanąć do walki z tym co mnie niszczy (w tym miejscu duże podziękowanie dla dojrzałych tekstów Budzego, które o tym traktują). Jeszcze nie jestem na etapie św. Teresy z Lisieux, która pisała, że wszystko jest łaską. Powiem bezpieczniej - wszystko może być łaską - albo tak jak śpiewali poczciwi Skaldowie: "wszystko być może katastrofą/i wszystko może nie być nią"... Należy jednak tę katastrofę najpierw w ogóle przyjąć do wiadomości, a potem się z nią zmierzyć - i to na pewno nie w naiwny sposób typu "przespać/przeczekać/samo się ułoży/byle do lata"...

Druga sprawa to to jak można wykorzystać zostawione pod ręką pomoce z Nieba, czego w czasie pracy nad albumem "Love Love 2" uczyłem się z różnych jutubowych pogadanek Johna Eldredge'a z cyklu Men at the Outpost, traktujących o tym jak dorzecznie i trzeźwo prowadzić walki duchowe. Te odkrycia oczywiście wpasowywałem w swoje katolickie arkana typu Sakramenty i różaniec (napomknięty w tekście w linijce "the beads and the stars"), który notabene coraz mniej kojarzy mi się z jakąś dewocją, a coraz bardziej z różami... Obsypać płatkami róż ukochaną osobę, not bad for a broken heart chyba...

O tych wszystkich sprawach próbowałem napisać w tekście utworu The Seat of Seeing, ale jak wspomniałem wcześniej - nie bardzo się udało. Wyobraziłem sobie siebie jako Froda siedzącego na Amon Hen, bo rzeczywiście przez chwilę wyostrzenia zmysłów ducha widziałem przetaczające się przed wewnętrznymi oczami siły i wojska. Ale powstał z tego tekst kiczowaty i słaby, tylko słowa "lanterns of prayer" dostają do tych (pseudo)duchowych przeczuć.

Dlaczego zatem umieściłem ten numer na naszej składance? Po pierwsze w ramach podziękowań dla mojego dobrego kolegi Błażeja, który tej piosence mocno kibicował, zajęła nawet raz pierwsze miejsce w jego cotygodniowym osobistym rankingu, a to dla mnie ważniejsze niż niejeden Bilboard. Po drugie - lubię muzykę... Coś tam pamiętam, że refren przyszedł sam, jako czysta inspiracja, nie jak to zwykle na stare lata bywa, że nową piosenkę trzeba wypocić niczym stado pompek (co oczywiście też jest przyjemne, choć nie aż tak jak kiedyś, gdy same przychodziły...) Trochę nie wyszło samo nagranie, bo numer wydaje się być w stylu "stadionowo-rockowym", a przecież w kuchni tego nie da się zrobić i w końcu wyszło coś między ogniskiem i stadionem hehe... Ale melodia - zwłaszcza refrenu - jest bardzo nośna i mimo wszystko bardzo lubię ten numer.

Gero - śpiew, gitary, perkusjonalia (2017), bas, śpiew, dodatkowa gitara akustyczna i postprodukcja (2020)

Miłego odsłuchu!
G.

cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"

The Odd Version of The Seat of Seeing:
https://www.youtube.com/watch?v=CXzg0jkShAU
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-11-01, 22:38   

The Best Odd Soundrops 8/22 - Wambierzyce

Przez całą podstawówkę jeździliśmy z Rodzicami do Ziemi Kłodzkiej na wakacje i jak już o tym wiele razy pisałem, te wyjazdy zbudowały coś we mnie na całe życie - będzie okazja zając/kaczka się tym szerzej przy okazji innych piosenek... Paradoksalnie, do Wambierzyc pierwszy raz trafiłem w fazie "średniej" mojego yy rozwoju, na wyjeździe z Filipinami ze Świerczewa w roku 2000. Wrażenie olbrzymiej świątyni w oddali pośrodku tych sielskich pól było piorunujące, ale najbardziej urzekło mnie to, że gdy się już podeszło bliżej, ta budowla wydawała się na skraju rozpadu, pełna dziur i zacieków, więc tak jakby POKORNIE trzymała pieczę nad całą krainą...

Z biegiem lat oczywiście czar Ziemi Kłodzkiej jął coraz bardziej słabnąć i przygasać. Czasem jeszcze udawało się w różnych sudeckich zakątkach rozpuścić mocą cudownej okolicy wewnętrzne ciężary, czasem nie. Rozumiałem to oczywiście, przestrzegł mnie przed tym Lewis w "Czterech miłościach" i spokojnie obrałem sobie Wambierzyce za centrum mojego "dorosłego" zachwytu tą - ciągle - nieziemską dla mnie krainą.

W roku 2012 przyjechałem tam na trzy dni rozważyć bardzo ważną sprawę. Tekst utworu "Wambierzyce" napisał mi się w pierwszy dzień tego wyjazdu, na trasie z Zieleńca do Dusznik, w przeddzień mojej długiej wycieczki właśnie do Wambierzyc, która była clou programu tamtego lata. Jak zatem widać, jest to piosenka nie o samym miejscu, same Wambierzyce są tu tylko jakby wyższą instancją w próbie rozwiązania dylematu. Co ciekawsze lub nie, sama piosenka jest trochę o innej sprawie, która przyplątała się z boku - choć gdzieś tam sobie istniała nierozwiązana od początku XXIw. Co zrobić z kwiecistą pokusą (a może jednak nie?), która od lat mąci jasność umysłu?

Tak napisany, dość mętny zresztą tekst, zaniosłem Pawłowi i on - zupełnie nieświadomy tego o czym to naprawdę jest - napisał do tego wręcz doskonałą melodię, która nie tylko że zaniosła moje dylematy z poziomu rowu pod mostem na przedmieściach Dusznik do samych Wambierzyc, ale dodatkowo pięknie oddała przepiękno samej okolicy i jeszcze odkryła horyzonty ponad nią.
Nie zrobiłbym tego lepiej. Chylę czoła przed kolegą z zez połu.

(na Fejsie już tego nie dopisałem, ale tu napomknę, że...)
...sprawa z którą wtedy w 2012 przyjechałem do Wambierzyc rozwiązała się w sposób bolesny, ale ostateczny

a sprawa o której niejasno mówi numer Wambierzyce (some oddly remain...) ciągle powracała i powracała czasem borem, czasem lasem, czasem istnym wygibasem, aż w końcu jakoś w zeszłym roku ostatecznie zbladła, a jakoś w zeszłym miesiącu ostatecznie zaczasły się te już niegroźne drzwi - nie wiem w sumie co to wszystko miało znaczyć, ale uff uff uff - westchnęli Osedżowie :)

Paweł - śpiew, gitary akustyczne
Gero - gitara elektryczna, śpiew, bas, sample melotronu
Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"

Wambierzyce:
https://www.youtube.com/watch?v=b4nEJCKIW7I
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Crazy


Dołączył: 14 Lut 2011
Posty: 2010
Wysłany: 2020-11-01, 22:56   

Zrobię listę, na pewno! :D

Na razie zacząłem odsłuchy, ale nagle wpadłem na pomysł, że skoro taki ze mnie ostatnio kozak, że słucham na słuchawkach, to może i tu?... A nuż usłyszę jakąś różnicę, o której w przeciwnym razie ani chybi znowu bym powiedział, że nie usłyszałem? ;)
Ale mitycznych nie-strojów w The Choice na pewno nie usłyszę!

Tak więc mam nowy plan, i to dwuczęściowy, bo - jako że dużo piszesz o tekstach - posłuchałbym jeszcze kolejny raz z tekstami.

Tylko muszę ciągle klikać 'pomiń reklamę', bo ze spotifajami i deezerami się nadal nie zaprzyjaźniłem, a na bandcampie chyba nie ma...
 
 
Witt
arcy


Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 1765
Skąd: śąę
Wysłany: 2020-11-02, 21:10   

Też bym chciał pyknąć taką listę!
_________________
Słowianie na mchu jadali
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-11-03, 23:40   

Paweł na Fejsie dopisał swoją kwestię do kwestii Wambierzyc:

To ja jeszcze dopiszę, o tym, jak powstała ta wiekopomna muzyka 😉
Najpierw napisały mi się akordy pod solówkę i sama melodia solówki. nie pamiętam dokładnie kiedy, ale błyska mi w pamięci jakieś nasze granie z Gerem w piwnicy LO Św. Marii Magdaleny, z tym że było to raczej kilka lat po tym, jak skończyliśmy tę szkołę. Czyli druga połowa lat 90, może początek wieku. Tzn. wtedy to grałem Gerowi, a napisałem ten fragment chyba w domu.
Akordy, peecmy melodia i feeling wydawały mi się jazzowe.
Wymyśliło się i nie chciało iść dalej. Bo też wtedy ani nie słuchałem ani specjalnie nie szanowałem jazzu. Grałem to sobie od czasu do czasu, podobało mi się, ale nijak nie pasowało do niczego, kompletnie też było niesoundropsowe.
No i przyszedł ten rok 2012, lipiec lub sierpień, może czerwiec. Usiadłem w biurze z gitarą i z tekstem od Gera i z zadaniem (!), że napiszę do niego muzykę. I przyszło mi na myśl, żeby spróbować zaśpiewać to do tych akordów jazzowych. Wyszło fajnie, wolniej, zupełnie inaczej, niż brzmiało to całymi latami, bez tekstu.
Od razu wymyślił mi się ten fragment melodii pod "Most things will pass/some oddly remain..." i dalej to mocne uderzenie na akordzie E. W założeniu tu miała być psychodelia, trochę na zasadzie kontrastu ze zwrotką i chyba się udało 😉.
Zaniosłem to do Gera, który dorzecznie bardzo zauważył, że lepiej, żeby wers "And don't ever rust...", choć na tych samych akordach, co poprzedni - miał jednak inną melodię. Nie umiałem jej wymyślić, a Gero umiał i na nagraniu to on ten fragment śpiewa - super.
A potem było nagrywanie, nakładanie różnych smaczków, w tym puszczanych od tyłu ("łuużdi łuużdi" - co my tam naprawdę śpiewamy od przodu, Ger?) I jest.
Żałuję tylko, że nagranie jest takie ciche. Po części to chyba wynikało z tego, że niepewny warsztatu, jakoś tak nieśmiało to zagrałem w pierwszej ścieżce i potem już nie dało się tego podbić. Ale może kiedyś zrobimy jeszcze wersję głośną, z perkusją, blachami i dżembą - Wambierzyce, as it was meant to be😁


Ja jeszcze dodam, że przypomniało mi się, że pomysł na numer zrodził się z dość idiotycznego zdarzenia, na wspomnianej drodze z Zieleńca do Dusznik wrzuciłem listek do strumienia, żeby nie powiedzieć - ścieku, no i jak mały chłopczyk patrzyłem czy przeleci pod mostkiem na drugą stronę, nie przeleciał, tak samo jak ta marginalna sprawa z 2003, która nie chciała się skończyć... ;)
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-11-04, 00:06   

The Best odd Soundrops 9/22 - I Don't Remember

Przedziwny jest to numer, bo jest bardzo słoneczny, choć powstał w jednym z najsmutniejszych okresów w moim życiu... Ale po kolei - najpierw była piosenka "I Don't Remember" z szóstej czy siódmej klasy podstawówki. Ale to nie jest taka sama historia jak z "One More Time Up", kiedyś zaśpiewałem Witkowi tę"wczesną" wersję i mocno się skrzywił, słusznie, bo była właśnie jak z podstawówki songwritingu. Na szczęście we wrześniu 1996 wpadłem na pomysł, żeby do pierwszych trzech linijek z tamtej wersji dopisać coś zupełnie nowego. I chyba się udało, pamiętam dobrze to słoneczne przedpołudnie, tuż przed zachodem słońca, jakoś samo się spróbowało zatrzymać to odchodzące lato i odchodzący dzień...

Okazało się, że był to jeden z ostatnich kreatywnych zrywów jakich doświadczyłem przed pierwszą w życiu posuchą twórczą, która potrwała kilka miesięcy (a do tego czasu regularnie pisywałem po kilka nowych piosenek na miesiąc). Młodzieńczy umysł nie wytrzymywał paru spraw, był to czas smutnego i nietrafionego radykalizmu duchowego oraz początek końca zespołu The Round Triangle. W tamtym momencie teoretycznie byliśmy kwartetem, a praktycznie zbitką czworga indywidualności, które mocno się zmieniły przy przejściu z liceum na studia i musiały się na nowo nauczyć ze sobą żyć. To właśnie wtedy powstał zalążek zespołu The Soundrops, okazało się, że z całej czwórki najlepiej współpracuje się duetowi ja - Paweł. Na zbliżającym się drugim roku studiów zagraliśmy jako Triangelsi dwa udane koncerty w byłej szkole, ale zostały one przygotowane w ten sposób, że najpierw pracowaliśmy organicznie z Pawłem a dopiero na to nakładał swoje trzy grosze Adam ze swoim rozchwianym włosem i jeszcze Magda na wiolonczeli (na pierwszym z tych koncertów jeszcze zagrała, na drugim już nie). Artystycznie to jeszcze działało, bo Adam zawsze miał talentu za stu a wykonawczo cała trójka była ciągle na fali wznoszącej, ale w nieskończoność to trwać nie miało prawa i bez większych napięć i zgrzytów zostało nas w roku 1999 tylko dwóch. Na szczęście The Round Triangle nigdy się oficjalnie nie rozwiązał, nie było ku temu powodów. Ale I Don't Remember było w jakiś sposób jednym z pierwszych utworów The Soundrops, bo mimo że napisałem go samodzielnie, to nad aranżacją i drajwem pracowaliśmy mocno we dwóch na jakiejś sesji w podziemiach LO MM.

Jeśli chodzi o samo nagranie, to niby jest beatlesowskie jak trzeba, ale to jeszcze nie to co mogłoby być i już nie to gdy w chórkach śpiewali Paweł i (a jednak!) Adam. Może jeszcze będzie lepsza wersja.

Gero - śpiew, gitary (20??) bas, śpiew, tamburyn (2020)

Miłego odsłuchu!
G.
cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"

I Odd Remember:
https://www.youtube.com/watch?v=k3DGd0e4AUI
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Lodge 
pastoral rocker


Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2772
Skąd: ęsowany
Wysłany: 2020-11-06, 00:20   

The Best Odd Soundrops 10/22 - Drops

Trudno mi dziś pisać o tym numerze, bo już po włożeniu naszej składanki na portale streamingowe wydarzyło się coś, co nadało temu numerowi nowy kontekst. Nic strasznego, ale akurat dzisiaj wolałbym do tej piosenki nie wracać.

Dwa razy wydawało mi się, że byłem na czubku wszechświata. Jeden raz w roku 1993 przez jakiś miesiąc, drugi raz w roku 2002 przez pół roku (a, jeszcze w 2017 przez parę sekund, hehe, będzie jeszcze o tym czas opowiedzieć). Utwór "Drops" powstał w środku ważnej bitwy, może nie "duchowej" lecz "życiowej", którą wtedy toczyłem i która zakończyła się - o dziwo - zwycięstwem. Tylko że wtedy odsłonił się widok na kolejną górę i tej już nie dałem rady. Ale na poziomie piosenki "Drops" tego jeszcze nie wiedziałem, więc jest pełna wdzięku i ujmu (w sensie: ujmująca jest! wieszczem był!). No i cóż, spełniła swoje zadanie i może odejść do Hall of Fame of Nierozpoznanych Przejawóch Geniuszu Młodych Wykonawców Rocka Pastoralnego.

Proszę zwrócić uwagę na hejnał z wieży ratuszowej na sam koniec. I parę ładnych momentów z melotronem. I ładną melodię. Gdy zestawialiśmy z Pawłem kompilację Best Odd, on nie kojarzył tego numeru i zwrócił uwagę, że jakiś inny. No jasne, mniej narzekający 🙂

Gero - śpiew, gitara, sample melotronu

Miłego odsłuchu!
G.

cały album na Spotify:
https://open.spotify.com/album/7mDAeYa5h0a2VVsfmesTLZ"

Odd Drops:
https://youtu.be/Kb39xA9Bb5w
_________________
what will you do?
I will fight the zając of despair

Maire Brennan
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group